Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cruelty free. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cruelty free. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2020

Polny Warkocz rumiankowa esencja micelarna naturalny płyn do demakijażu - recenzja

Opis:
"Perfekcyjnie usuwa makijaż oraz oczyszcza cerę. Działa łagodząco, rozjaśniająco i nawilżająco. Pozostawia cerę uspokojoną i gładką. W 100% naturalna.
Esencja przeznaczona do demakijażu twarzy i oczu polecana do cery wrażliwej oraz trądzikowej. Łagodna dla skóry skutecznie usuwa resztki kosmetyków makijażowych, pozostawiając skórę czystą i świeżą. Zawiera hydrolat z rumianku rzymskiego wykazujący działanie łagodzące i kojące. Gliceryna roślinna i d-pantenol poprawiają poziom nawilżenia i przeciwdziałają nadmiernemu wysuszeniu naskórka. Dzięki mieszaninie wyselekcjonowanych enzymów działa przeciwstarzeniowo, rozjaśniająco i uspokajająco. Enzymy te są naturalnym surowcem certyfikowanym EcoCert i Natural Product Association. Zawiera układ DHA-BA – jeden z najbezpieczniejszych konserwantów dopuszczonych przez EcoCert do stosowania w kosmetykach organicznych przeznaczonych również dla dzieci i alergików."


Skład:
Aqua, Anthemis Nobilis Flower Water, Polyglyceryl-4-Caprate, Panthenol, Glycerin*, Saccharomyces Ferment Filtrate*, Benzyl Alcohol**, Dehydroacetic Acid**
*składnik pochodzenia roślinnego
**układ konserwujący rekomendowany przez Eco-cert do stosowania w kosmetykach organicznych


Zapach: bezwonny

Kolor: bezbarwny

Konsystencja: jak woda

Działanie: szczerze mówiąc nie wiedziałam czego się spodziewać, wrzuciłam przy internetowych zakupach i to był strzał w 10! To świetny płyn, zmywa szybko, bezproblemowo i wszystko od szminek, przez cienie po tusze. nie raz zdarzało mi się nim przemywać twarz dla odświeżenia czy zamiast żelu do mycia,w tej roli też spisał się świetnie, nie ściągał skóry. Ma świetny naturalny skład. Jest to produkt polski (ja nie przywiązuje do tego wagi,ale pewnie komuś ta informacja się przyda).

Opakowanie: szklana zgrabna butelka, z plastikowym odkręcanym zamknięciem na klik. wygląda prze uroczo, dodaje takiego rustykalnego stylu zarówno na półce w łazience czy w pokoju, szkoda,że nie ma większych pojemności.

Dostępność: drogerie internetowe, w kilku miastach w pojedynczych sklepach (na stronie producenta jest ich spis)

Cena: 11-14zł/100ml

Czy zakupię ponownie? Absolutnie,że tak!

sobota, 21 marca 2020

Hurraw! papaya i ananas - recenzja balsamu do ust

Opis:
"Soczysty duet oleju z nasion papai i smaku słodkiego ananasa.
Podstawowym składnikiem balsamu jest tłoczony na zimno olej z nasion papai (bogaty w kwasy tłuszczowe, działa nawilżająco i przeciwzapalnie).
Stworzony wyłącznie z naturalnych, organicznych składników."

Skład: Carthamus tinctorius (safflower) seed oil*, Euphorbia cerifera cera (candelilla) wax, Carica papaya (papaya) seed oil, Cocos nucifera (coconut) oil*, Ricinus communis (castor) seed oil*, Theobroma cacao (cacao) seed butter*, Simmondsia chinensis (jojoba) seed oil*, Olea europaea (olive) fruit oil*, Aroma, Tocopherol, Helianthus annuus (sunflower) seed oil
*certified organic ingredient  69% organic  15% wild grown  100% natural

Kolor: żółty w sztyfcie na ustach bezbarwny

Konsystencja: masełkowata,ale nie tak miękka jak make me bio
Zapach: delikatny na początku ledwo wyczuwalny,z czasem go czuć,ale jest wciąż delikatny ja wyczuwam w nim nutkę kakaa jeszcze.
Działanie: choć mam suche usta w okresie lata mogę pozwolić sobie na lżejszy balsam, polowałam na coś bez oleju rycynowego, który moje usta kochają,ale chciałam dać im przerwę i nie wiem jak to się stało byłam przekonana,że ten balsam go nie ma,a ma pod koniec,ale do rzeczy wystarczy,że posmaruję nim usta na noc i są nawilżone na cały dzień. ciesze się,że je rzeczywiście nawilża nie tylko natłuszcza. Spotkałam się z opiniami,że nie nada się dla mocno spierzchniętych ust, nie mogę wypowiedzieć się w tej kwestii,ale podejrzewam,że przez tę konsystencję w okresie grzewczym może średnio się sprawdzić  - to moje przypuszczenia.  Jest mnóstwo wariantów tych pomadek które nie różnią się tylko zapachem czy opakowaniem,ale również elementami składu.
Wydajność: przez konsystencję uważam,że średnia. 
Opakowanie: standardowy sztyft z pokrętłem lekko spłaszczony przez to z góry przypomina kształt owalny, dobrze leży w dłoni. 
Dostępność: sklepy ekologiczne z działem kosmetycznym, drogerie internetowe
Cena: 17 - 23zł

piątek, 13 marca 2020

Pierwszy mineralny cień do powiek Nabla Eternity przestroga i recenzja

Tytuł tego wpisu może brzmieć groźnie,ale nie ma w tym nic strasznego. Od kilku miesięcy szukałam kobaltowego cienia, w tamtym czasie nie było tak dużo opcji jak chociażby kolaboracja wibo i zmalowanej czy matowy kobalt z paletki lovely. Natknęłam się za to na cienie Nabli i neve cosmtics obie marki mineralne,nie zależało mi na tym,a na kolorze. Po bliższym (na ile bliższe może być przeglądanie zdjęć swatchy w internecie),zdecydowałam się na cień Nabli o jakże czarującej nazwie "Eternity". Swoją drogą na swatchach w grafice wygląda fenomenalnie inna sprawa,że w rzeczywistości tak nie jest. Pomijając mój lekki zawód kolorem który po prostu okazał się bardziej przydymiony,ciemny. To największy szok przyszedł podczas pierwszych makijaży. Prawda jest taka,że nie wiedziałam nic o mineralnych cieniach (oprócz tego,że istnieją). Praca z nimi okazała się o wiele trudniejsza. To kwestia nastawienia i przyzwyczajenia. I wynika z ich składu, przez to,że są naturalne nie ma w nich silikonów dzięki którym można budować niemal nieskończone warstwy w makijażu oka. Przy cieniach mineralnych jest to ograniczone. Makijaż nimi jest wykonalny, po prostu przebiega inaczej i efekty są trochę inne (zwłaszcza u osoby która styka się z nimi po raz pierwszy). Przed zakupem mineralnych cieni warto zorientować się jak wygląda praca z nimi np. obejrzeć filmik czarszki pt "jak nakładać cienie mineralne" (co zrobiłam dopiero po jego zakupie). Wykonałam z jego udziałem kilka makijaży (niestety nie mam już zdjęć) ,ale nie było to łatwe, zeszło o wiele dłużej niż standardowy make up. Efekty były ładne. Nie chcę was zniechęcić do mineralnego makijażu, bo idea,składy są świetne, tylko przestrzec przed zauroczeniem się kolorem kosmetyku i nie sprawdzeniu jego właściwości.

Opis:
"Pojedynczy Cień do powiek NABLA Eternity - wkład do paletki magnetycznej. 
  • wysoce napigmentowany
  • nie zawiera parabenów, pochodnych ropy naftowej, sylikonów
  • testowany dermatologicznie
  • opracowany aby zminimalizować ryzyko alergii"


Skład: mica, talc, diisopropyl sebacate, squalane, zinc stearate, tocopherol, prunus armeniaca kernel oil, macadamia ternifolia seed oil, benzyl alcohol, dehydroacetic acid. [+/− (may contain): ci 77891, ci 77491, ci 77492, ci 77499, ci 77510, ci 77007, ci 77288, ci 77289, ci 77742, ci 15850, ci 19140, ci 74260].

Konsystencja: pośrednia, nie super kremowa,nie kredowo sucha

Pigmentacja i kolor: na palcu wydawała się dobra,lecz na swatchach już nie specjalnie, na oku względnie ok ,ale przy blednowaniu kolor się rozmywa,trzeba dokładać i tak w kółko.
od dołu 1 pociągnięcie i mała ilość i wyżej większa ilość cienia


od dołu 1 pociągnięcie i mała ilość i wyżej większa ilość cienia

Aplikacja: zdecydowanie palcem, na pędzelku kolor ciężko i długo się buduje,lecz przy blednowaniu efekt nakładania bardzo szybko ginie.

Trwałość: krótka, ale do plusów należy to ,że bardzo łatwo się zmywa

Wrażenia: przez swoje własne nie zagłębienie się w temat minerałów zakupiłam kota w worku, z którym kiepsko się dogadałam. Zwłaszcza przy nakładaniu go pędzlem, zanim kolor się przeniósł i ujawnił trzeba była sporo machać łapką, lecz przy blendowaniu kolor łatwo się wybijał i gdyby tylko to,lecz nie da rady nakładać ilu warstw chcemy w pewnym momencie nie można już nic dołożyć. Kolor mimo,że ciemniejszy nadal robi wrażenie i był mimo wszystko pocieszeniem. To nie jest zły kosmetyk,ja po prostu nie przeczytałam instrukcji, nie przyjrzałam się bliżej jego budowie. Póki co nie zmieniam makijażu oka na mineralny, choć kolory potrafią kusić. Obecnie zdecydowałam się na jego odsprzedaż zainteresowane osoby niech się zgłoszą w komentarzach.

Opakowanie: to najgorsze opakowanie wkładu jakie miałam, aż dziwiłam sie,że dotarł on cały,a nie popękany był to kawałek kartonu z folijką. Przeniosłam go do pustego opakowania po cieniu z my secret.

Dostępność: tylko internet

Cena: 29zł/ 2,5g

Czy zakupię ponownie: Nie planuje.

niedziela, 4 sierpnia 2019

wibo cienie do powiek viva a viva i zmalowana #mychoice recenzje

O współpracy wibo z Karoliną i Marty dowiedziałam się jakoś przez przypadek, Karolinę kiedyś oglądałam, Martę jeszcze teraz czasem też. Zdziwiło mnie to bo obie dziewczyny kojarzyły mi się z markami z wyższej półki cenowej. Mi samej marka wibo kojarzy się z łatwo dostępnymi, tanimi kosmetykami, często tworzą odpowiedniki innych droższych marek. Szczerze mówiąc chyba nie miałam nigdy nic od wibo, raz kupiłam korektor w pisaku,ale w końcu go nie używałam (po prostu przestałam używać korektorów w tamtym czasie). Sama współpraca jakoś mnie mocno nie zainteresowała,ale tak spojrzałam na kolory cieni i to mnie ujęło. Sam pomysł na możliwość kupna 2 małych cieni uważam za wielki plus bo np. ja nie kupiłabym pełnej paletki gdy interesują mnie z niej 2 czy 1 kolor, a tak każdy może znaleźć coś dla siebie. Od kilku dobrych miesięcy poszukiwałam cienia o kobaltowym odcieniu, przejrzałam masę stron, nawet 1 kupiłam niestety okazał się ciemniejszy niż na zdjęciach i do tego współpraca okazała się trudniejsza niż przypuszczałam,ale o szczegółach dowiecie się z innego postu. Dlatego gdy go zobaczyłam, po prostu musiałam go mieć. Cena regularna 13 zł (za 2 cienie) również przemawiała za jego kupnem. U Karoliny natomiast upatrzyłam komplet 4.Mistery zainteresował mnie fioleto-niebieski ponieważ rożnie był opisywany, choć fioletów praktycznie nie używam ten odcień miał w sobie coś wyjątkowego, ciepły żółty też by mi się przydał bo niestety ten z glamshadows nie podoba mi się na oku.


I tu zaczęła się zabawa w chowanego,bo cienie miały wyjść od kwietnia cokolwiek miało to znaczyć, może było to naiwne,ale byłam 1 kwietnia w rossmannie (szczerze nawet nie poszłam tam specjalnie po prostu mijałam nie było, pomyślałam ok jest jeszcze wcześnie. Potem w rożnych dniach, na początku ,w środku miesiąca w sumie zwiedziłam 6-8 Rossmannów w przeróżnych dzielnicach podobnie nie jechałam po cienie po całym mieście po prostu byłam w okolicy załatwiając inne sprawunki. w niektórych Rossmannach była część kolekcji #mychoice np. cienie pojedyńcze, w innych pozostałe kolory współpracy i dowiedziałam się,że wibo nie jest w każdym Rossmannie (w jednym jej nie prowadzili). Pierwszy dorwałam jakoś w połowie kwietnia duet od Zamlowanej 2.Indigo Bunting, cienie Karoliny dopadłam dopiero w maju. Na instagramie dowiedziałam się,że nie byłam sama w tych poszukiwaniach wiele dziewczyn błąkało się po mieście w poszukiwaniu tej kolekcji/kolaboracji. Jeśli dotarliście do tej części w której będę rzeczywiście omawiać cienie bardzo gratuluję,bo nie planowałam się tak rozpisać ;)

wibo&zmalowana #mychoice - 2.Indigo Bunting

Skład:  Talc, Mica, Ethylhexyl Stearate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Calcium Aluminum Borosilicate, Caprylyl Glycol, Calcium Sodium Borosilicate, Phenoxyethanol, Silica, Hexylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Tin Oxide, Hydrolyzed Collagen, Hydrolyzed Silk, Maltodextrin, CI 77891, CI 74160, CI 42090.
Skład dostępny jest na stronie wibo,nie ma go na opakowaniach wkładów

Konsystencja: oba cienie są niesamowicie gładkie,wręcz jedwabiście (podejrzewam,że to zasługa jedwabiu który jest w składzie), trochę się pylą przy nakładaniu pędzelkiem,ale ja robię oczy na początku potem ścieram to co się osypało więc nie jest to dla mnie duży mankament. Aktualizacja: kobaltowy cień zaczął się scalać tworzyć twardsze miejsca co czuć zwłaszcza przy nakładaniu cieni palcem i widać na powyższym zdjęciu.

Pigmentacja: jaśniejszy smerfowo-syrenkowy cień na duży plus powiedziałabym takie 4/5 ,zobaczycie na swatchach takie jednorazowe pociągnięcie wypada w porządku, natomiast kobalt gorzej,ale nie beznadziejnie, tak średnio (przy jednorazowym pociągnięciu).

przy większej aplikacji cienia kobaltowego -ciemniejszego

Kolory:  idealny odcień kobaltu jakiego szukałam, smerfowo-syrenkowy też jest piękny mam już podobny z inglota.

Trwałość: tutaj jest największy mankament w obu kompletach, cienie po prostu blakną kolor się rozmywa,nie wiem czemu się tak dzieje. I to nie po jakiś 8-10h ale nie patrzyłam na zegarek, tak gdzieś po godzinie zaczyna blednąć, jeszcze póki ktoś bierze ze sobą cienie itd w drogę  i będzie to poprawiał i nie będzie mu to przeszkadzało,ja do tych osób nie należę, noszę podręczne kosmetyki,ale raczej jeśli nie zdążę się pomalować w domu niż miałabym poprawiać makijaż oka co godzinę.  Testowałam je zarówno w upalne jak i po prostu ciepłe dni i efekt był ten sam, zrobiłam test na dłoni i one w warunkach domowych zachowują się identycznie

Opakowanie: posiadam wkłady które niestety nie są magnetyczne (na co skrycie liczyłam) bo nie wejdą do magnetycznych paletek,nie posiadają też wieczek tylko plastikowe osłonki, spotkałam się z gorszymi opakowaniami wkładów (czyt.nabla) więc bez szału i be tragedii.

Dostępność: drogerie Rossman

Cena: 12,99 zł

wibo& viva a viva #mychoice - 4 mistery
Skład:
Mica, Talc, Silica, Zinc Stearate, Lauroyl Lysine, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Tocopheryl Acetate, CI 77891, CI 77510, CI 15850, CI 45410.
Skład dostępny jest na stronie wibo,nie ma go na opakowaniach wkładów

Konsystencja: oba cienie/komplety są niesamowicie gładkie,wręcz jedwabiście, (podejrzewam,że to zasługa jedwabiu który jest w składzie) trochę się pylą przy nakładaniu pędzelkiem,ale ja robię oczy na początku potem ścieram to co się osypało więc nie jest to dla mnie duży mankament.

Pigmentacja: cień żółty na duży plus powiedziałabym takie 4/5 ,zobaczycie na swatchach takie jednorazowe pociągnięcie wypada w porządku, natomiast fiolet gorzej,ale nie beznadziejnie, tak średnio (przy jednorazowym pociągnięciu). to podobna sytuacja jak przy komplecie zmalowanej.
jedno pociągnięcie z mniejszą ilością cienia


Kolory: ciepła żółć jest dla mnie ideałem żółci,nie jest za ciepła taka akurat, nie wyglada na oczach niezdrowo, fiolecik bo jednak okazał się fioletem nie błękitem jest równiez niezwykły, nie spotkałam jak dotąd takiego koloru jako cień, jest prześliczny i mówi to osoba która nie jest fanką fioletów na oczach ;)


Trwałość: tutaj jest największy mankament w obu kompletach, cienie po prostu blakną kolor się rozmywa,nie wiem czemu się tak dzieje. I to nie po jakiś 8-10h ale nie patrzyłam na zegarek, tak gdzieś po godzinie zaczyna blednąć, jeszcze póki ktoś bierze ze sobą cienie itd w drogę  i będzie to poprawiał i nie będzie mu to przeszkadzało,ja do tych osób nie należę, noszę podręczne kosmetyki,ale raczej jeśli nie zdążę się pomalować w domu niż miałabym poprawiać makijaż oka co godzinę. Testowałam je zarówno w upalne jak i po prostu ciepłe dni i efekt był ten sam, zrobiłam test na dłoni i one w warunkach domowych zachowują się identycznie.

Opakowanie: posiadam wkłady które niestety nie są magnetyczne (na co skrycie liczyłam) bo nie wejdą do magnetycznych paletek,nie posiadają też wieczek tylko plastikowe osłonki, spotkałam się z gorszymi opakowaniami wkładów (czyt.nabla) więc bez szału i be tragedii.

Dostępność: drogerie Rossman

Cena: 12,99 zł

Podsumowując: kolory przepiękne, konsystencja zaskakująca dobra w większości, niestety trwałość jest jaka jest co nie powiem spowodowało,że rzadko po nie sięgam bo najzwyczajniej szkoda mi mojej własnej pracy która samoistnie zanika. Mam słabość do fioletu,ale to w sumie tyle bo efekt który uzyskuje jest krótki. Na początku zastanawiałam się jeszcze nad pomarańczami,ale w tej sytuacji nie zamierzam inwestować kolejnej gotówki,jak i tak nie mam co zrobić z tymi które posiadam.

Naturalne produkty do włosów które u mnie nie wypaliłyy czyli maska Anwen i odżywka Yope recenzje

O obu markach słyszałam, yope znam z widzenia od dawna zarówno z eko sklepów jak i z blogosfery, raz zakręciłam się wokół ich kremu do rąk (nie oszukujmy się to ten zapach herbaty),ale okazało się,że to lekki kremik więc podziękowałam. Wiem,tez że ich produkty słyną z intensywnych zapachów co mnie do nich nie przyciągało. O marce Anwen dowiedziałam się stosunkowo niedawno, zdziwiło mnie pozytywnie  jak łatwo dostępne są jej produkty dosłownie spotykałam je na półce w hipermarkecie. Przy okazji internetowych zakupów stwierdziłam,że wrzucę i próbki. Mam włosy do ramion więc produkty do włosów zużywają się u mnie bardzo powoli więc wolę zainwestować wpierw w próbkę by wiedzieć czy warto. 

Anwen kokos i glinka maska do włosów nisko porowatych. 

Sam pomysł na podział produktów zgodnych z ich porowatością uważam,za świetny. Grafiki czyli wizualna część również na plus zarówno na próbkach jak i pełnowymiarowych opakowaniach, zdarzają się zabawne nazwy.
Opis i Skład :
Konsystencja: ok, nie mega gęsta,nie spływająca

Zapach: czytałam o tym wcześniej,ale jakoś nie brałam specjalnie pod uwagę,ale naprawdę dla mnie do kostki do czyszczenia toalety bym nie porównała (co widziałam na wizazu), ale do mleczka do czyszczenia płytek owszem połączonym  z płynem do mycia naczyń, na szczęście nie jest ostry/mocny i nie czuć go na włosach. Uff

Wydajność: użyłam jej 3 razy,ale cała saszetka starcza na 5-6 użyć na krótkich lecz gęstych włosach. 

Cena próbki: ok.3 zł za 10ml

Działanie: nakładana na wcześniej olejowane włosy dawała dla mnie bardziej efekt odżywki niż maski, co mnie zdziwiło (nie pamiętałam z opisu,że ma takie właściwości) ,trochę działała na poszerzenie objętości, ale zdecydowanie mniej niż szampon wierzbicki&schmidt, nie zauważyłam większego nawilżenia, włosy nie były po niej suche,ale nie specjalnie miękkie, nie tak miękkie i wygładzone jakie mogą/umią być. Bez oleju efekt był o wiele wiele mniejszy i jeszcze mniej odczuwalny. Porównałabym jej działanie solo z bardzo lekką przeciętną odżywką, bez szału. trzeba wsiąść pod uwagę,że używałam tego produktu w lato kiedy nie jest zimno i włosy są w lepszej kondycji, nie wyobrażam sobie używanie jej w zimie czy na jesieni. 

Dostępność: drogerie kontigo, drogerie internetowe

Yope odżywka do włosów normalnych mleko owsiane miniaturka
Opis:
"Naturalna odżywka do włosów normalnych – wzmacnia, nadaje miękkość i połysk, ułatwia rozczesywanie. Charakter zapachu: sielski, przyjemny, naturalny, ciepły, jak aromat świeżo skoszonego zboża."

Skład:
Zapach: słodki, ale nie za słodki, nie przeszkadza

Konsystencja: gęstsza niż maska Anwen, do tego stopnia,że mimo pełnego opakowania musiałam naciskać plastik by ją wydobyć. 

Działanie: ze wszystkich odżywek yope ta najbardziej do mnie przemawiała, nałożona na olej była ok bez szału ,natomiast bez oleju efekt wgl. do mnie nie trafiał, było czuć,że czegoś się użyło ,ale podobnie jak w przypadku maski od anwen włosy nie były specjalnie miękkie, wygładzone czy sypkie,a na drugi dzień to jakby się niczego nie użyło. Dla mnie wypadła gorzej niż maska Anwen. trzeba wsiąść pod uwagę,że używałam tego produktu w lato kiedy nie jest zimno i włosy są w lepszej kondycji, nie wyobrażam sobie używanie jej w zimie czy na jesieni. Zastanawia mnie to,czemu się nie dogadaliśmy używałam już maski z proteinami przecznicy i działała super tyle,e była na silikonach. Ostatnio nie używałam preparatów proteinowych więc przeproteinowanie też odpada. 

Wydajność: przy mojej długości włosów to pewnie na kilka miesięcy, użyłam jej 3 razy i wiem ,że ja już jej używać nie będę,choć miałam najlepsze chęci. Może stwierdzicie,że to za krótki czas by ją scharakteryzować,ale dla mnie nie, znam i mam produkty które są naturalne i ich działanie pokazuje się na już i szczerze mówiąc nie chcę kombinować z tą odżywką,nie powiem zniechęciłam się do jej dalszego używania i wypatrywania lepszych rezultatów. 

Cena miniatury: 5 zł bez grosza/ 40ml

Dostępność: drogerie kontigo, drogerie internetowe

Mimo tej przygody, nie zakańczam znajomości z naturalną pielęgnacją, cieszę się,że zakupiłam próbki,a nie pełnowymiarowe opakowania. Udało mi się odkryć produkty naturalne które dają super efekty do których wracam i nie raz ratowały moje włosy. Jak się przekonałam nie muszą być drogie,a skuteczne i wydajne (sprawdziłam gdy miałam długie włosy). Tym postem nie chcę was zniechęcić do tych produktów, tylko zdać relację z tego,że nie są dla mnie. Macie coś z tych marek? Jakie są wasze wrażenia z ich stosowania?