Rozpoznajecie te zwierzaki? Interesujecie/interesowaliście się w dzieciństwie takimi hand made rzeczami?
niedziela, 9 lutego 2014
Cuda z koralików
W trakcie rutynowego szukania odpowiedniego pędzla,znalazłam dawno zapomniana smycz z zawieszkami do kluczy,które zawzięcie kolekcjonowałam i wyrabiałam w podstawówce. Nie było by w tym nic szczególnego gdyby nie precyzja z jaka zostały wykonane, mnóstwo miłych wspomnień wiąże się z nimi. Wciąż pamiętam 'recepty' na nie i wręcz trochę żałuję,ze materiały są po rozbestwiane nie wiadomo gdzie,a niestety są kosztowne. Zapraszam do galerii:
wtorek, 21 stycznia 2014
Zajęcia po świąteczne - migawki ze słodkościami w roli głównej
W czasie świat udało mi się uchwycić co nie co zarówno z przysmaków czy upominków, nie jest tego za wiele,ale myślę, że warto się podzielić ;)
Na początek jak przystało,słodkości w te święte nie było ich wiele zaledwie 2 ciasta. Jedno moje z przepisu muffinki z bloga dream-about-muffins ,a konkretnie tarta czekoladowa z kawowym mascarpone oraz w mojej wariacji z borówkami zamiast truskawek. Drugie mamine: ananasowiec,na biszkopcie z bezą kokosową ;)
Myślałam, gdzie o nich napomknąć i je wam pokazać. I stwierdziłam,że czemu nie tutaj? Nie wiem,czy wspominałam,że jeszcze przed świętami udało mi się upolować kilka silikonowych forem w całkiem okazyjnych cenach wszystkie w empiku. Tuż po świętach postanowiłam je wypróbować i takie są efekty tych "prób" ;)
Foremki są bardzo proste w użyciu, łatwe w umyciu choć gwiazdki są bardziej problematyczne przez drobne wzorki ,to kwestia odmoczenia anim resztki ciasta zaschną,planuję używać je w bardziej plastycznych celach zważając na dość cienki silikon z którego są wykonane ;)
Po świętach mieliśmy nie tylko słodkości,sałatki czy zapewniony tygodniowy obiad,lecz również sporo zajęć w tym nowości czytelnicze :
A będąc zainspirowaną nie co odmiennym od codziennego widoku nieba, które zaraz wam przedstawię wymyśliłam coś takiego:
o tło się nie postarałam,nie co nie świąteczny wystrój z tego co pamiętam to były jeszcze 2 dni do wigilii ;)
Na początek jak przystało,słodkości w te święte nie było ich wiele zaledwie 2 ciasta. Jedno moje z przepisu muffinki z bloga dream-about-muffins ,a konkretnie tarta czekoladowa z kawowym mascarpone oraz w mojej wariacji z borówkami zamiast truskawek. Drugie mamine: ananasowiec,na biszkopcie z bezą kokosową ;)
może nie prezentuje się jak ciasto z wystawy,ale tak smakuje ;)
Myślałam, gdzie o nich napomknąć i je wam pokazać. I stwierdziłam,że czemu nie tutaj? Nie wiem,czy wspominałam,że jeszcze przed świętami udało mi się upolować kilka silikonowych forem w całkiem okazyjnych cenach wszystkie w empiku. Tuż po świętach postanowiłam je wypróbować i takie są efekty tych "prób" ;)
zdjęcie nie uchwyciło środka z kawałkami czekolady
Po świętach mieliśmy nie tylko słodkości,sałatki czy zapewniony tygodniowy obiad,lecz również sporo zajęć w tym nowości czytelnicze :
A będąc zainspirowaną nie co odmiennym od codziennego widoku nieba, które zaraz wam przedstawię wymyśliłam coś takiego:
Zależnie od światła nasycenie koloru jest różne i patrząc teraz widzę małe podobieństwo do efektu który miałam na myśli stworzyć,ale to taka próba ;)
Na koniec pochwalę się notesem-sdresownikiem za ok.12 zł w ślicznej vintage aksamitnej oprawie z empika ;)
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Styczniowy Haul część 2 !
W planach była jedynie baza pod cienie i puder którego jeszcze nie zakupiłam, w sumie mam do was pytanie czy możecie mi polecić puder matujący który dobrze utrwala makijaż?
Co do nowych produktów mamy tu żel pod prysznic z The Body Shop o zapachu marakui (korzystając z promocji z 12,50 jeden czyli połowę normalnej ceny) oraz grejpfrutowe masełko do ust, baza pod cienie ART DECO, piękny turkusowo-pastelowy odcień 191 lakieru PAESE oraz lakier do wzorków wibo w kolorze czystej bieli. To nie koniec moich zakupów na ten miesiąc ;p Nadal czekam na kuriera z kremami bb i lakierami od golden rose ;p Mam nadzieje,że przyjdą,jeszcze w tym miesiącu ;) Do tego poszukuję pudru i w planach jest jeszcze korektor na niedoskonałości nyx a,który mam nadzieje, upoluję za mniej niz 30zł ;)
Pierwszy bubel 2014 roku !
Już od dłuższego czasu pomimo wielu kombinacji i różnego rodzaju eyelinera - w kredce,w pisaku, w kremie ,w żelu. I różnych marek, problem nie znikał albowiem jakikolwiek eyeliner prędzej czy później czyli po mniej więcej 10 minutach odbijał się na powiece, tworzyły się smugi i efekt pandy. Tak więc byłam zmuszona sięgnąć po produkt który utrwali długowieczność kreski na moim oku. Po kilku radach zdecydowałam się na bazę (a nie jak początkowo zamierzałam utrwalacz w rozpylaczu), zachodząc na Naturii gdzie ostatnio nie kupiłam produktu po który się wybrałam, zakupiłam oto już wam zaprezentowaną w ostatnim haulowych poście tutaj bazę utrwalającą pod cienie "Skin Perfect" marki Bell. Ogółem nie kupowałam jak dotąd zbyt wielu produktów tej marki, z tego co pamiętam to jedynie błyszczyki których jakoś szczególnie nie polubiłam. Przyznam,że wielkiego wyboru nie miałam,bo oprócz tej bazy była tylko 1 nie pamiętam jakiej marki. Postanowiłam zaryzykować,efekt po samym tytule można stwierdzić,że do pozytywnych nie należy...
Kilka słów od producenta:
"Baza pod cienie wzmacnia kolor cieni, a także przedłuża ich trwałość na powiece. Skutecznie zapobiega ich gromadzeniu się w załamaniach powiek, obsypywaniu, a także nieestetycznemu zwałkowaniu. Zawiera mineralny filtr UVB. "
źródło: wizaz
Konsystencja: śliska,treściwa,łatwo się rozsmarowuje
Kolor: lekko lawendowy, trzeba uważać by nie nałożyć jej za dużo gdyż wybiela powiekę i wygląda to nie naturalnie jeśli np. nie przykryjemy powieki cieniem lecz zostawimy z samym eyelinerem.
w świetle sztucznym
Zapach: spodziewałam się,że produkt będzie bezzapachowy,ale nie jest choć wolałabym by tak było. Baza po prostu śmierdzi jak stary kosmetyk. Nie jest intensywny i wyczuwalny po nałożeniu.
Opakowanie: plastikowy słoiczek który wygląda z daleka jak szklany,mieści w sobie 9g produktu. Choć wydaje się ,że to niewiele,to baza jest wydajna. Nie jest to plastiki najlepszej jakości mi nie upadł z dużej wysokości,ale nie wydaje mi się by dobrze go zniósł.
Działanie: czyli punkt kulminacyjny, niestety baza nie spełnia podstawowej funkcji przedłużenia której szukałam, maksymalny czas jaki udało mi się uzyskać to nie całe półtorej godziny z zegarkiem w ręku. W porównaniu do 10 minut jest różnica,lecz nie o taki efekt mi chodziło, a kosztowała mnie 23 złote , jak na bazę to całkiem sporo szczególnie,że dokładając te nie całe 10 zł można mieć naprawdę porządny produkt. Stosowałam ja na różne sposoby,z większą/grubszą warstwą,z cieńszą jednak efekt jest taki sam. Stosowana pod cienie nie przedłużyła tez ich trwałości jedynie lekko przyciemniła kolor. Zawiodła mnie.
Podsumowując: Łatwo dostępna baza(dostępna w wielu sklepach internetowych czy stacjonarnych drogeriach Natura), za średnią cenę, wydajna, w średniej jakości opakowaniu, niestety która nie spełniała u mnie swojego działania, której nie zamierzam więcej kupować.
Recenzja zbiorcza : Alttera krem do rąk i maseczka oraz Garnier odżywka ultra doux z avocado.
Jak pisałam wam ostatnio, przez ostatnie miesiące narobiło się trochę zaległości z postów kosmetycznych których ostatnio i tak jest najwięcej ,taki mały paradoks. W każdym razie po dłuższym namyśle,stwierdziłam,że najlepszym rozwiązaniem będzie recenzja zbiorcza.Po krótce przedstawię wam plusy jak i mniej dobre strony drogeryjnych produktów. Zaczynamy ;)
Alterra Granatapfel& Aloe Vera krem do rąk z granatem i aloesem: wstępne wrażenia
Zawsze przy produktach do nawilżania dłoni zwracam uwagę na jakość/"siłę" natłuszczenia ponieważ od zawsze moja skóra potrzebowała głębszego nawilżenia. Naczytałam się wręcz samych dobrych opinii, a ponieważ moda na tę markę łatwo dostępną i tanią trwała w najlepsze postanowiłam spróbować. Cena jak na drogeryjny, o małej pojemności i średnio wydajny produkt jest wysoka (75ml za ok.14zł). Te zdanie nie było zbyt zachęcające,ale z pewnością zapach jest! Wielbiciele tegoż owocu będą nim zachwyceni, jest słodki,lecz zarazem nie przytłaczający ma w sobie coś niespotykanego. I najważniejsze działanie, które określiłabym jako średnie przyrównywane w kierunku niskiego, z pewnością nie jest to produkt na zimę czy późną jesień. Choć jego aplikacja jest wygodna (miękka tubka,krem szybko się wchłania, zostawia uczucie nie tłustej powłoczki co mi nie przeszkadza) to po mniej więcej 30min ma się uczucie,ze kremu na raczkach w ogóle nie było. mam mieszane uczucia co do niego i stwierdziłam,że pełną recenzje umieszczę gdy po przetestuję we wiosnę, kiedy zarówno temperatura będzie na plusie,a powietrze w pomieszczeniach nie będzie tak suche.
Alterra Haarkur Granatapfel& Aloe Vera maseczka do włosów z granatem i aloesem do włosów suchych i zniszczonyh
Maseczkę zakupiłam stosunkowo dawno (na początku jesieni 2013) na początku miałam mieszane uczucia ponieważ nie przynosiła tego co miała to znaczy: nie odżywiała ani nie nawilżała moich włosów, dawała podobny efekt co recenzowana już tutaj Isana,lecz był krótszy. A żeby go uzyskać potrzeba było 20min trzymania jej na głowie co wcale się nie opłacało. Jej cena jest niska - ok.10 zł za 150ml ,jest treściwa o białej barwie,ma identyczny zapach co krem do rąk i do wielkich plusów należy fakt,że jest wydajna ,jednak jej działanie jest nijakie. Używałam jej raz w tygodniu max.2,ale niezależnie od częstotliwości efekt był identyczny.
Podsumowując: tania, wydajna,świetnie pachnąca (niestety zapach nie utrzymuje się na włosach),treściwa, lecz w moim przypadku pomimo wielkich pochwał w blogosferze czy na wizazu :nie odżywiła,nie nawilżyła moich włosów jedynie lekko je wygładziła niestety efekt ten jest widoczny i namacalny przez ok 2 dni wliczając dzień mycia włosów.
Garnier Ultra Doux masło karite i avocado odżywka do włosów zniszczonych
Znana praktycznie każdemu, wizaz -owy hit który okazał się największym bublem dla moich włosów. Ale by wam lepiej to przedstawić i nie zniechęcić zacznę od plusów. Odżywka jest tania koszt poniżej 10 zł za 200 ml, konsystencja nie jest ani gęsta ani też rzadka - nie spływa z dłoni,ma słodki, charakterystyczny zarazem miły, nie duszący zapach. I to tyle od tej dobrej strony. Niestety nie jest zbyt wydajna i przede wszystkim nie działa,nie na moich włosach. Z początku owszem były miększe, trochę łatwiej było je rozplątać, ale po jakiś 2-3 tygodniach ten efekt zanikł. Używałam jej mniej więcej 2 razy w tygodniu, przez nie wiem ok.1,5 miesiąca. Nie wiem jak sprecyzować moje odczucia,ale jej wam nie polecam.
Jakie są wasze odczucia, z pewnością spotkaliście któryś z tych produktów, czy u was się sprawdziły?
Alterra Granatapfel& Aloe Vera krem do rąk z granatem i aloesem: wstępne wrażenia
Zawsze przy produktach do nawilżania dłoni zwracam uwagę na jakość/"siłę" natłuszczenia ponieważ od zawsze moja skóra potrzebowała głębszego nawilżenia. Naczytałam się wręcz samych dobrych opinii, a ponieważ moda na tę markę łatwo dostępną i tanią trwała w najlepsze postanowiłam spróbować. Cena jak na drogeryjny, o małej pojemności i średnio wydajny produkt jest wysoka (75ml za ok.14zł). Te zdanie nie było zbyt zachęcające,ale z pewnością zapach jest! Wielbiciele tegoż owocu będą nim zachwyceni, jest słodki,lecz zarazem nie przytłaczający ma w sobie coś niespotykanego. I najważniejsze działanie, które określiłabym jako średnie przyrównywane w kierunku niskiego, z pewnością nie jest to produkt na zimę czy późną jesień. Choć jego aplikacja jest wygodna (miękka tubka,krem szybko się wchłania, zostawia uczucie nie tłustej powłoczki co mi nie przeszkadza) to po mniej więcej 30min ma się uczucie,ze kremu na raczkach w ogóle nie było. mam mieszane uczucia co do niego i stwierdziłam,że pełną recenzje umieszczę gdy po przetestuję we wiosnę, kiedy zarówno temperatura będzie na plusie,a powietrze w pomieszczeniach nie będzie tak suche.
Alterra Haarkur Granatapfel& Aloe Vera maseczka do włosów z granatem i aloesem do włosów suchych i zniszczonyh
Maseczkę zakupiłam stosunkowo dawno (na początku jesieni 2013) na początku miałam mieszane uczucia ponieważ nie przynosiła tego co miała to znaczy: nie odżywiała ani nie nawilżała moich włosów, dawała podobny efekt co recenzowana już tutaj Isana,lecz był krótszy. A żeby go uzyskać potrzeba było 20min trzymania jej na głowie co wcale się nie opłacało. Jej cena jest niska - ok.10 zł za 150ml ,jest treściwa o białej barwie,ma identyczny zapach co krem do rąk i do wielkich plusów należy fakt,że jest wydajna ,jednak jej działanie jest nijakie. Używałam jej raz w tygodniu max.2,ale niezależnie od częstotliwości efekt był identyczny.
Podsumowując: tania, wydajna,świetnie pachnąca (niestety zapach nie utrzymuje się na włosach),treściwa, lecz w moim przypadku pomimo wielkich pochwał w blogosferze czy na wizazu :nie odżywiła,nie nawilżyła moich włosów jedynie lekko je wygładziła niestety efekt ten jest widoczny i namacalny przez ok 2 dni wliczając dzień mycia włosów.
Garnier Ultra Doux masło karite i avocado odżywka do włosów zniszczonych
Znana praktycznie każdemu, wizaz -owy hit który okazał się największym bublem dla moich włosów. Ale by wam lepiej to przedstawić i nie zniechęcić zacznę od plusów. Odżywka jest tania koszt poniżej 10 zł za 200 ml, konsystencja nie jest ani gęsta ani też rzadka - nie spływa z dłoni,ma słodki, charakterystyczny zarazem miły, nie duszący zapach. I to tyle od tej dobrej strony. Niestety nie jest zbyt wydajna i przede wszystkim nie działa,nie na moich włosach. Z początku owszem były miększe, trochę łatwiej było je rozplątać, ale po jakiś 2-3 tygodniach ten efekt zanikł. Używałam jej mniej więcej 2 razy w tygodniu, przez nie wiem ok.1,5 miesiąca. Nie wiem jak sprecyzować moje odczucia,ale jej wam nie polecam.
Jakie są wasze odczucia, z pewnością spotkaliście któryś z tych produktów, czy u was się sprawdziły?
niedziela, 19 stycznia 2014
Ciekawe azjatyckie kosmetyki
Ostatnio sporo tu wpisów typowo kosmetycznych,w sumie sama nie wiem czemu. Swoją drogą mam i tak nie małe zaległości w nie recenzowanych lecz zakupionych produktach , wracając już nie raz natknęłam się na niebywale słodkie opakowania które przyciągnęły mnie do azjatyckich kosmetyków szczególnie kolorówki ;) Nie jednokrotnie byłam zaintrygowana ich kreatywnością w tek kwestii. Dziś chciałam przedstawić wam najciekawsze jakie dotąd spotkałam ;)
Ten peeling (zawierający ekstrakty z mleka i kawy),do twarzy był pierwszym kosmetykiem w tak zabawnym opakowaniu jaki spotkałam,widząc go na zdjęciu zagranicznej blogerki byłam pewna,ze to po prostu kubek z kawą (na pierwszy rzut oka) , kiedy okazało się,że nie byłam rozbawiona. Po rozkręceniu wygląda to tak:
TONY MOLY może pochwalić się nie jednym produktem który nie wygląda jak potencjalny kosmetyk.
Moim absolutnym ulubieńcem w kwestii wizualnej zarówno jeśli chodzi o wykonanie jak i pomysłowość na sam produkt to marka Too cool for school o której raz wam tutaj pisałam. Choć niestety nie miałam okazji testować ich produktów to staram się śledzić ich na bieżąco. Jednak na ich produkty powstanie oddzielny post ;) A co wam najbardziej przypadło do gustu? Najbardziej przyciągnęło wzrok czy też zaskoczyło?
Ten peeling (zawierający ekstrakty z mleka i kawy),do twarzy był pierwszym kosmetykiem w tak zabawnym opakowaniu jaki spotkałam,widząc go na zdjęciu zagranicznej blogerki byłam pewna,ze to po prostu kubek z kawą (na pierwszy rzut oka) , kiedy okazało się,że nie byłam rozbawiona. Po rozkręceniu wygląda to tak:
TONY MOLY może pochwalić się nie jednym produktem który nie wygląda jak potencjalny kosmetyk.
Dwa produkty z seria Latte Art od lewej : Milk Cacao Pore Pack, Cream in Scrub natomiast część z łyżeczką to nakrętka pierwszego słoiczka ;)
Obrazki ze zebranymi produktami zamieszczone na blogu pochodzą z innego bloga niestety nie wiem jakiego gdyż przesłała mi je inna osoba.
Pierwszy raz spotkałam się z ta marką przy kocich 'wyrobach' (na blogu gangnamfreaks) nie tylko maskarze przedstawionej wyżej,ale całej kolekcji inspirowanej kocim imagem:
puder
tinty (farbki do ust)
szminki
w szczególności te zmieniające kolor na ustach ;p
Oraz ich jajeczne produkty za bojowały nie tylko w Azji. Od maseczek po peelingi zazwyczaj sugerowane do skóry problematycznej z poszerzonymi porami.
Ostatnio zauroczył mnie balsam do ust The Face Shop ze słodkim aplikatorem który nie wiem czy rzeczywiście sprawdza się w praktyce, jak i słodko wygląda. Lecz to nie zmienia faktu ,że idea jest niespotykana.
Mamy 3 warianty zapachowe (nie wiem jak to się ma do smaku): truskawka, miód i pomarańcza. Dla zainteresowanych balsam można zakupić na polskiej stronce pinkmelon za 35zł za 6g.
Te nie co vintage owe pomadki do ust wywołały u mnei radosny uśmiech ;) O samych pomadkach wiem nie wiele,nie spotkałam ich na żadnej polskiej stronie.
Marka The Face Shop może pochwalić się wieloma prze słodkimi oprawami swoich 'wyrobów'. Duża ich część ze spotkanych prze mnie jest dostępną na pl stronach,nie powiem,że ceny są bardzo przystępne. Choć to zależy gdzie i kiedy,bo promocje również się na nich zdarzają. Osobiście nie miałam z nimi do czynienia choć cieszą się dobrą popularnością.
Od góry w vintage owym opakowaniu mamy róż do policzków który możecie znaleźć np.na koreashop.pl za 35 zł,co moim zdaniem nie jest wygórowaną ceną ,a
pod spodem mamy cienie do powiek również na koreashop.pl za 17zł. Ten śliczny piesek-miś? W doniczce to w rzeczywistości krem do rąk który możecie znaleźć tutaj za 30zł.
Muszę wam powiedzieć,że często mylę te obie marki,gama ich produktów jest do siebie moim zdaniem bardzo podobna ,choć zauważyłam,że Etude House lubi robić rzeczy z większym rozmachem co nie jednokrotnie wzbudza uczucie przesady. Etude House cieszy się opinią kosmetyków dla księżniczek, można tak to ująć. W powyższej ilustracji takowe się nie znajdują,ale przedstawię wam produkty z kolekcji o takim zabarwieniu:
Jednakże, wielokrotnie i ja byłam zainteresowana ich 'wyrobami' szczególnie bazą pod makijaż z linii "Sweet Recipe" oraz szminkami z tej samej linii oraz "miss tangerine".
Sulli z F(x) prezentuję nam bazę która obecnie zmieniła swoje opakowanie:
szminki z linii Miss Tangerine z Sandarą Park (2NE1)
Nawet ich lakiery są urocze ;)
Szczerze mówiąc jakoś najmniej znam tę markę, ostatnio sporo czytałam o powyższym kremie bb w żelowej konsystencji który zebrał zarówno sporo pochwał jak i ostrej krytyki, oraz o pudrze z serii z chmurką Oil Qeen Cotton pack.
Często mylę,również te jajeczne produkty, holika zaprezentowała jajeczne mydełka o szerokim zastosowaniu . Swojego czasu byłam zainteresowana kupnem takiego zestawu. Są też mniejsze komplety po 2 z tego samego rodzaju (koloru).
Gdy zaczęłam używać BB wielokrotnie się na nie natknęłam,to jedna z popularniejszych serii.
Podczas rutynowych przeszukiwań znanych mi już stron z azjatyckimi kosmetykami natknęłam się na taką nowość w postaci 2 balsamów do ust ,myślałam,że to komplet. Ale ten zestaw ma głębsze 'przesłanie' jako by używać ich jednocześnie jedne na góra a drugą na dolną wargę ust. Nie co wyszukany pomysł prawda? Są 4 warianty zapachowo /smakowe. Który wam najbardziej odpowiada?
wtorek, 7 stycznia 2014
Styczniowy Haul ;D
Nie spodziewałam się napisać tego posta tak szybko,w sumie nie spodziewałam się,że zakupię cokolwiek w tym miesiący,a przeczuwam,że to jeszcze nie koniec .Zamówiłam kilka rzeczy jeszcze przed świętami i jedyne czego oczekiwałam i nadal oczekuję to kuriera. Lecz ta dam,a jednak ;D Na razie to drobne wydatki, co najciekawsze zaszłam do Naturii po zmywacz do paznokci którego nie zakupiłam,bo najzwyczajniej zapomniałam. Za to kupiłam sobie coś w Rossmanie xD
Kolejny suchy szampon ISANY, baza pod cienie Bell Perfect Skin, eyeliner KOBO, cień w kremie Maybeline Color Tattoo oraz zachęcona pozytywną opinią sonnaille zakupiłam maseczkę dermaglin Znacie któryś z tych produktów,jak się u was sprawdziły?
Subskrybuj:
Posty (Atom)































.jpg)
















