sobota, 4 stycznia 2014

Missha creamy latte green tea cleansing foam - recenzja pianki oczyszczającej

poście o grudniowych nabytkach mogliście zauważyć wiele nowości w tym piankę misshy. Gdy zaczęłam przygodę z kremami bb spojrzawszy na produkty do ich zmycia nie rozumiałam po co wydawać po 60 zł w górę jeśli można zakupić zwykle mleczko czy płyn micelarny za 10 zł. Jednak po zakupie bb z mocniejszym kryciem zaczęłam to rozumieć. Padło na piankę misshy z zieloną herbatą , wedle opisu który umieszczę pod spodem wystarcza mała kropelka do oczyszczenia buzi tylko 1 raz,bzdura. Jeśli jesteście ciekawi moich doświadczeń z wyrobem misshy zapraszam ;]


Opis producenta:
Pianka do mycia twarzy Green Tea Latte jest podstawowym kosmetykiem pielęgnacyjnym codziennego użytku, przeznaczonym szczególnie do skóry tłustej i mieszanej. Jest produktem specjalnie przeznaczonym do zmywania azjatyckich kremów BB o bogatej, ciężko zmywalnej konsystencji. Doskonale oczyszcza i myje skórę nie niszcząc jej naturalnego płaszcza hydro-lipidowego. Dzięki zawartości zielonej herbaty bogatej w polifenole, kofeinę, taninę oraz witaminy A, C, B, E i K pianka:
  • głęboko oczyszcza i nawilża
  • hamuje aktywność gruczołów łojowych i zapobiega powstawaniu zaskórników
  • działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie, pomaga w leczeniu trądziku


Opakowanie: Duża miękka szczelna tuba, łatwa w użyciu myślę,że przy końcówce nie będzie stwarzać problemów, design całkiem przyzwoity nie jest słodki lecz minimalistyczny. Do tego mamy pewność,że nie była używana (na zdjęciu już zdjęłam folię wokół tubki) ,a oprócz tego ma zaklejone ujście. 


Konsystencja: przed zmieszaniem z wodą, piankowata.Wiem,ze to wam niewiele mówi nie jest treściwa,ani gęsta czy kleista lecz lekka zielona pianka,bardzo dobrze się pieni i wydaje się być wydajna lecz nie tak jak opisywano ją na wielu zagranicznych blogach jakoby mogła starczyć na rok.  


Zapach: pierwszy mankament ,bardzo lubię kosmetyki z zieloną herbatą i był to też jeden z powodów dla których ja zakupiłam, jest niemiłosiernie chemiczny,sztuczny,nieprzyjemny, na początku baardzo mnie drażnił i przeszkadzał. Po pewnym czasie da się do niego przyzwyczaić,ale naprawdę nie należy do moich ulubieńców.

Działanie: Choć z początku byłam z niej bardzo zadowolona tak po czasie odkryłam,że wcale nie jest tak kolorowo jakby mogło się wydawać. Przede wszystkim jak wspomniałam na początku nie ma opcji by zmyła mocniejszy podkład (u mnie Revlon) czy krem bb z chociażby średnim kryciem ( np. skin79 orange triple functions) za pierwszym podejściem. Owszem lekki makijaż z lekkim podkładem (np. Lumene ) owszem bez problemu, jednak przy czymś bardziej treściwym trzeba myć buzie 2 razy i mi np. to przeszkadza ,a ten chemiczny zapach wcale tego nie umila. Choć produktu jest sporo 173 ml do tego efekt oczyszczenia jest mocny (przy podwójnym myciu twarzy, wiele razy czytałam o tym na blogach i wydawało mi się to przerażający taki skrzypiący efekt po przetarciu buzi który wcale nie jest straszny ;)). Nie zauważyłam zmniejszenia się krostek ,mniejszej ilości zaskórników czy trądziku o czym zapewnia producent.

Czy kupię go ponownie? : Nie jestem do niego w pełni przekonana, wysusza skórę Nie jest to gigantyczne przesuszenie,ale po raz pierwszy pojawiły się na mojej buzi suche skórki już po kilku pierwszych dniach używania.- po odstawieniu bądź używaniu okazyjnemu stan skóry specjalnie się nie zmienił,myślę,że to nie ona jest tu głównym winowajcom. Choć jeśli chcecie używać go codziennie,radze zainwestować w dobre nawilżenie dla skóry.  Jego cena jest myślę,że jak na polskie sklepy internetowe zajmujące się sprowadzaniem kosmetyków z Azji nie jest bardzo wysoka to jedna z tańszych pianek/żeli które do tej pory przeglądałam ,ja zapłaciłam za nią w sklepie sachi 55 zł. Jednak nie zamierzam kupować jej ponownie.

Czy ją polecam? Jeśli komuś nie przeszkadza chemiczny zapach i jego skóra nie jest wrażliwa do tego niej jest dla niego mankamentem oczyszczanie twarzy 2 razy pod rząd to może spróbować,ja mam mieszane uczucia. Z pewnością rozejrzę, w sumie już zaczęłam za innymi środkami których przeznaczeniem jest zmycie kremów bb. możecie mi coś polecić? 

piątek, 3 stycznia 2014

Balsamy ,pomadki błyszczyki - recenzja zbiorcza hitów i kitów 2013 roku.

W okresie zimowym podstawowym kosmetykiem bez którego nie można się obejść jest pomadka ochronna. Choć zima rozpoczęła się już jakiś czas temu dopiero od kilku dni zaczęły się porządne mrozy, dlatego też pomyślałam o poście bardziej tematycznym. Co może niektórych zdziwić tej jesieni/zimy 'zadebiutował' błyszczyk który okazał się świetnym nawilżaczem !

Mowa o The Body Shop - strawberry lip balm.



Wydajność:Kupiłam go ponad roku temu, jest niezwykle wydajny, opakowanie zawiera 5ml produktu używam go od długiego czasu a wciąż mam 1/2 pudełeczka. Wcześniej używałam go w okresach ciepłej pogody,dopero tej zimy siegnęłam po niego z braku innych mazideł w torbie.
Opakowanie i aplikacja:  wiele osób skarży się na fakt,że jest w plastikowym słoiczku i jego aplikacja jest niehigieniczna. mi osobiście to nie przeszkadza, dla mnie plusem jest jego forma bo zajmuje bardzo mało miejsca. Ponad to plastik pomimo swojego nie  pozornego wyglądu jest trwały (upadł mi wiele razy z różnych wysokości)
Konsystencja,zapach, kolor: Jest kleista/lepka czego nie znoszę,jednak to taki mały wyjątek. Ma niezwykle intensywny lecz nie drażniący i nie wietrzący zapach gumy truskawkowej,lecz nie chemiczny/sztuczny mi osobiście kojarzy się z dzieciństwem.
Działanie: ponieważ to błyszczyk oczywiście nabłyszcza, nie zawiera żadnych drobinek ani brokatu. Nadaje lekko różowy odcień ,ale przede wszystkim nawilża! Nie jakoś bardzo ,ale również nie 'na chwilę' jest dobry latem jak i wczesną nie zbyt zimną jesienią.

LipSmackers Fanta winogronowa oraz coca cola waniliowa


Wydajność: jak na pomadki myślę,że standardowo szybko się nie kończą nawet gdy sięgamy po nie bardzo często ;)
Opakowanie : prosty plastikowy sztyft,minus to szybko psujące/zacinające sie pokrętło.
Działanie: nie jest to super intensywna pomadka jednak przy nie mocno ogrzewanych pomieszczeniach i w miarę nawilżonym powietrzu działa jak trzeba ,ale przy częstym stopowaniu. Lubię obydwie ,jednak stosuję je wyłącznie gdy jest ciepło na zewnątrz(moje usta wymagają nawilżenia przy cały rok).

Carmex Truskawka, Wiśnia ,klasyczny

Jak zwykle niezawodny (recenzja zaktualizowana )? Jednak przy mocno przesuszonym powietrzu gdy mamy włączone ogrzewanie ,pomaga tylko na chwilę. Najlepszy (jeśli chodzi o zapach i w miarę możliwy smak ) to wiśnia ,natomiast najgorszy pod tym względem jest klasyk. Co mnie lekko zawiodło, zazwyczaj (w obecnym czasie)  używam go by szybko nawilżyć najbardziej spierzchnięta skórę następnie ścieram i biorę mój ulubiony balsam o którym napisze za chwilę.

Bomb Cosmetic Read my lips 

Mogliście go zobaczyć w jednym z postów typowo kosmetyczno haul-owych.
Wydajność: Używam go od ponad miesiąca i jest go sporo,a sięgam do niego średnio 5 razy na dzień?
Opakowanie : podobnie jak przy the body shop lip balm jest to plastikowy słoiczek,plastik wydaje się być trwały jak dotąd upadł mi kilka razy, za to papier/naklejka na nim szybko się niszczy/ściera. Jednak mi to nie przeszkadza.
Konsystencja ,zapach: Jest to typowy balsam, nie klejący, ładnie pachnący marakują, nie ma też ohydnego smaku za co daje duży plus.
Działanie: Nie spodziewałam,że okaże się najlepszy z tych wszystkich, jako jedyny sprawdza się w mocno ocieplanych pomieszczeniach. Naprawdę nawilża ,jak dotąd to mój ulubienie w tej kwestii.

Bielenda Masełko do ust troskliwa brzoskwinia

Występowało w jednym z postów haul-owych.
Wydajność: po kilku tygodniach intensywnego używania wygląda jak nowe
Opakowanie: bardzo nie trwały słoiczek/pudełeczko z cienkiego plastiku potrafi samo się odtworzyć,ledwo się zamyka,przez swoja konsystencje potrafi się wylać i pobrudzić wszystko wokół
Konsystencja,zapach: jak masełko, jednak ewidentnie wyczuwalna jest parafian co wcale nie wychodzi dla mnie na plus, zapach jest miły lecz mało wyczuwalny z czasem-wietrzeje
Działanie: dla mnie to taki bubel nie nawilża ani nie wysusza, skusiła mnie cena bo jest bardzo tani ok.6zł. Jednak to jego jedyna plus.


środa, 1 stycznia 2014

A miało być tak pięknie! - recenzja SKIN79 triple functions orange bb cream

Jeśli ktoś kojarzy moja wyznania w związku z próbkami od azjatyckiego cukru,to idealna kontynuacja tamtego postu do którego link zamieszczam TUTAJ . Kremem nacieszyłam się ok. miesiąca maksymalnie półtora z jego konsekwencjami zmagam się do dziś. Jego opis ogólny oraz charakterystykę znajdziecie w podanym wyżej linku, nie chcę się powtarzać . A wiec co zmieniło się od tamtego czasu/posta w którym wypadł najlepiej z dobranej trójki?

1. Krycie
Choć używając go wtedy kilka razy było wystarczające przy większych no takich krostach z białym środkiem czy mocniej zaognionych nie przykryje ich bez pomocy pudru choć to nie zawsze dawało pożądany efekt. Do tego po dłuższym czasie stosowania zaczyna się mocniej ścierać w szczególności w ogrzewanych pomieszczeniach. Do tego gdzieś tak po 5h twarz wygląda nieestetycznie jakby był tylko na policzkach ,a na strefie T wygląda bardzo nie niechlujnie (tworzy jakby plamy ,nie wiem jak to określić). Puder tu nie pomoże,a nawet pogorszy sprawę.

2. Zapychanie
Ta cecha ukazała się dopiero po tymże półtora miesiącu, posiadam wiedzę o konieczności dokładnego mycia twarzy w szczególności przy kremach bb. I po najróżniejszych próbach i sposobach (wieloetapowe oczyszczanie twarzy,żele,mleczka,płyny micelarne) udało mi się odkryć ten właściwy (po przetarciu mleczkiem po piance był czysty) lecz to wcale nie pomogło. I po każdej aplikacji przybywało krost, które pomimo dużej uwagi nie chciały zniknąć i z pozostałościami które mi ten krem zafundował borykam się do dzisiaj. Przede wszystkim ta cecha zmusiła mi do odstanowienia go na bok .

Podsumowując, na pewno nie sięgnę po niego raz jeszcze,ani go nie zakupię. Czy polecam go innym ,jak wiecie przy każdym kosmetyku tak jest jedni są zachwyceni inni wręcz przeciwnie. Wszystko zależy do waszej skóry,jej potrzeb i zmartwień oraz waszych upodobań, jeśli macie,że tak ujmę wrażliwą,tłusta czy trądzikową cerę odradzam wam jeśli natomiast nie to możecie spróbować. Oczywiście to tylko moje sugestie ;] Obecnie czekam na 2 nowe kremy i mam nadzieję,że okażą się lepsze ;]

Do siego Roku !

Na Nowy rok życzę wam promiennego uśmiechu, więcej pewności siebie (tak to do ciebie "O"!!), mniej zmartwień, więcej wolnego czasu, zdanych wszelakich egzaminów i sesji, więcej ciepłej herbaty i kawy z mlekiem oraz samych sukcesów ! 



Dobre, tanie i do tego polskie czy to możliwe ?

Najczęstszym mankamentem przy kupowanie produktów z kolorówki czy pielęgnacji jest ich cena, często zupełnie nie adekwatna do ich trwałości czy działania, niestety nie  da się ich odzyskać w większości przypadków (wymiana miedzy blogerkami, sprzedaż w mniejszej cenie). Czy da się tego uniknąć,jasne można poczytać opinie innych blogerek czy użytkowników,ale każdy z nas ma inne potrzeby/inny typ cery. Jedna osoba będzie zadowolona druga zawiedziona i zdołowana większymi problemami ze skórą. Tak naprawdę najlepiej uczyć się w tej kwestii na własnych błędach. Dziś przedstawię wam kilka kosmetyków w niewielkiej cenie które zdziwiły mnie swoim dobrym działaniem,kto wie,może i wam podpasują ?


nie wszystkie produkty są polskich marek, jednak większość wymienionych owszem 

Ziaja płyn micelarny "Ulga" do skóry wrażliwej  - był bodajże pierwszym kosmetykiem do demakijażu, jaki kiedykolwiek zakupiłam, w tamtym czasie używałam toników i kremów tej marki i byłam zadowolona więc go zakupiłam i się nie zawiodłam. Jest tani kwestia 6 złotych lub taniej na przecenie, pojemność też jest spora jak na taką cenę do tego nie uczula, jest bezzapachowy . Nie jest zbyt wydajny. Przy mocniejszym makijażu trzeba go trochę zużyć, nie dla każdego uzyska się satysfakcjonujący efekt.Stosowałam go na początku 'przygody z makijażem' kiedy używałam lekkich podkładów,ogółem lekkich kosmetyków. Polecam osobom które lekko się malują.

Kolastyna mleczko do demakijażu Refresh - zakup z przypadku na mocniejszy (lecz nie baardzo wyrazisty) makijaż oka sprawdza się świetnie,jest bardzo wydajny ,nie uczula,nie podrażnia (nawet gdy dostanie się do oka), ma nie drażniący zapach, nie lejącą konsystencję , dobrze oczyszcza skórę i do tego jest tani coś ok.10zł. Zostawia lekki film ,ja używam go tylko do demakijażu oczu.

ISANA Haarakur Intensive Pelege odżywka 2 minutowa z proteinami z pszenicy oraz pantenolem  - polecona, zakupiona czy dobra dla moich skomplikowanych włosów? Powinnam poświęcić im oddzielny post bo ich struktura to naprawdę nie lada wyzwanie dla jakiejkolwiek odżywki czy maski. w każdym bądź razie nie spodziewałam się niczego, bo ostatnim razem gdy się 'nakręciłam' mój zawód był tak wielki,że objęłam inną strategię. Nie jestem z niej bardzo zadowolona, przede wszystkim ona nie nawilża czy odżywia moich włosów lecz je lekko wygładza w pierwszym dniu po myciu czuć różnicę, nie jest wydajna, ma lejącą konsystencje (spływa z dłoni) choć jest tania. Choć mam do niej sporo zastrzeżeń,jak na moje włosy jednak coś zrobiła, nie wiem czy zakupię ponownie.

Eveline cosmetics Advance Volumiere serum 3 w 1 do rzęs - upatrzona, poszukiwana ,znaleziona i jestem nią do dziś zachwycona. Przede wszystkim używam jej pod tusz aby ich tak nie niszczyć i je pokreślić/pogrubić w tej formie sprawdza się rewelacyjnie. Czasem nakładam ją też na noc jako typowa odzywka, czy polepszyła stan rzęs? Sama nie wiem w tej postaci używałam ja ok.2 tygodni po takim czasie wydawały się dłuższe ale nie wiem czy to takie złudzenie optyczne czy efekt jej stosowania. Jest bardzo wydajna (zakupiłam ją z pół roku temu), tania (ok. 14 zł) lecz trudno dostępna.

e.l.f  creme eyeliner - eyeliner w kremie w kolorze turkusowym zakupionym przy okazji, byłam tak zachwycona jego pięknym kolorem, czy ta "miłość" zanikła? Nie, choć oczywiście ujawniły się jego ciemne strony. Przede wszystkim jest bardzo wydajny, łatwo się go aplikuje, słoiczek jest wygodny w użyciu, kolor też należy do jego plusów. Gorzej jest z jego trwałością i ksera na powiece pomimo przypudrowania. Używam go sporadycznie przez ten fakt,kiedy wiem,że za te 45 minut będę mogła go zmyć .

A co wy polecacie,może zetknęliście z tymi produktami?










poniedziałek, 30 grudnia 2013

Truskawkowy jogurt ! - recenzja BAVIPHAT Stravberry Toxifying Mask

Ponad miesiąc temu pokazywałam wam maseczkę w kształcie wielkiej truskawki w poście Listopadowy Haul ! Długo się ociągałam z wyrobieniem opinii na jej temat, tak naprawdę jest pierwszą pełnowymiarową której używam naprawdę regularnie i jej działanie jest naprawdę zadziwiające!

Opis producenta: 
Detoksykująca maska Baviphat o niesamowitym aromacie truskawki zawiera m.in. odżywczy ekstrakt z tego owocu i różową glinkę. Truskawki bogate są w witaminy i minerały, które odżywiają, nawilżają i regenerują skórę. Dzięki działaniu bakteriobójczemu i ściągającemu wyciągu z truskawek, maska doskonale pielęgnuje skórę trądzikową i z niedoskonałościami. Znane w kosmetyce rozjaśniające właściwości tego owocu sprawiają, że maska baviphat Strawberry delikatnie rozjaśnia przebarwienia, jednocześnie rozświetlając zmęczoną, poszarzałą skórę. Maska delikatnie oczyszcza, zwęża pory, a dzięki zawartości witaminy B6 reguluje wydzielanie sebum. Połączenie kompleksu witamin i minerałów z różową glinką, która ma właściwości wygładzające i dezynfekujące skórę sprawia, że maska ta stanowi doskonałą, kompleksową pielęgnację nawet dla wrażliwej skóry. Skóra po zastosowaniu maski jest intensywnie odżywiona i oczyszczona. Cera staje się aksamitnie gładka i nabiera promiennego wyglądu.
Nałóż maskę na skórę twarzy, omijając usta i okolice oczu. Wystarczy niewielka ilość kremu – kosmetyk jest bardzo wydajny. Pozostaw na ok. 20-25 minut, maska będzie delikatnie zasychać na skórze. Następnie zmyj ciepłą wodą. 

Konsystencja: kremowa,ale jednocześnie lekka

Kolor: lekko różowy
Zapach: tytułowego truskawkowego jogurtu mnie jest zbyt intensywny ani nie drażni po nałożeniu czuć go ,nie ucieka tez z opakowania :)
Opakowanie: pomijając uroczy design to przede wszystkim szczelne, łatwe do umycia (wystarczy przetrzeć morką chusteczką), mogę powiedzieć ,ze składa się z 3 części pokrywki/zakrętki, pojemnościowego pudełeczka i ochronki dzięki której maseczka się nie wylewa, jeśli ktoś chciałby się przeczepić to z ochronki trochę trudno 'wydłubać' pozostałości maseczki.




Nie wiem jak bardzo jest wytrzymałe gdyż nigdy mi nie upadło ,ale plastik jest dość gruby.


Wydajność: Po pierwsze opakowanie zawiera 130 gram produktu, ale ponieważ czasem pomimo takich oczywistości kosmetyki nikną nie wiadomo jak powiem wam,ze jest tu jest inaczej. Używam jej 2 razy w tygodniu,a na początku przez pierwsze 2 tyg  raz. Maseczki jest wciąż dużo,a nie trzeba nakładać na twarz jej grubą warstwę .


Działanie: Jestem nią zachwycona ! Przede wszystkim oczyszcza, nawilża (!) i na drugi dzień (nakładam ją na noc) znikają mniejsze krosty,a te większe są o wiele mniejsze i do tego skóra wokół nich przestaje się czerwienić. Ten efekt uzyskałam już po pierwszym użyciu! Jest bardzo wygodna w użyciu ;schnie w nie tak długim czasie i gdy 'zastyga' skóra nie jest napięta i ściągnięta, czuję ,ze mam coś na twarzy ale to mi najzwyczajniej nie przeszkadza. Świetnie współgra z kremem Purritin Ivostinu.  Efekt jest zauważalny gołym okiem, przy częstszym użyciu (u mnie 2 razy na tydzień) ogólny stan skóry uległ poprawie. Ogromnie ja polecam ! 


Czy kupię ja ponownie?: Myślę,że z pewnością do niej wrócę,działanie jest niewiarygodne ,nie jest za tania i ciężko znaleźć ją w promocji (60 zł i wzwyż) ,ale warto odłożyć trochę na bok niż kupować kilkaset saszetek które nawet się nie umywają. Jest szeroko dostępna ne abay-u czy sklepach internetowych jak pinkmelon czy sachi . 

Ostateczne nowości w 2013 ;]

Trudno uwierzyć,że za zaledwie 1 dzień rozpocznie się nowy rok, czas mija zadziwiająco szybko. Trudno to dostrzec w pędzie życia. Pamiętam jak będąc w szkole podstawowej czasu było tak wiele dni w szkole spędzone na kolejnych ćwiczeniach ortograficznych, opuszczanie jej murów o trzynastej, pewnego rodzaju swoboda/posiadanie czasu w tak dużej mierze ,nie było planów na za tydzień/miesiąc/rok,życie toczyło się wolniej z mojego dziecięcego punktu widzenia. Za kilka lat musiałam nauczyć się dobrze nim rozporządzać, bo nie było takich luk w moim planie, nie było miejsca na zastanowienie się nad sobą i otaczających mnie rzeczy czy ludzi to jak gra która z początku nas wciąga potem podążamy w niej do jakże wymarzonych celów,z czasem orientujemy się jak bardzo były wyretuszowane i ,że to co najważniejsze zostawiliśmy za sobą. Nie wiem skąd ten 'felieton' gdyż to miał być/JEST post o kosmetykach. Uznajmy to,za dłuższy wstęp. Przechodząc do sedna. Przybyło mi kilka nowości,jedne upatrzone,wyczekiwane i pozytywnie odnalezione na dodatek na promocji ! Inne to kompletne przypadki zakupione 'przy okazji'. Jeśli jesteście ciekawi o czym mowa zapraszam dalej:

Poszukiwanie Revlona COLORSTAY trwało już odo dobrych dwóch tygodni, zależało mi na dobraniu odpowiedniego odcienia co okazało się niemożliwe w miejscach w których był dostępny od ręki, chwilowo odpuściłam i przez przypadek odkryłam,ze jest dostępny w jednym z Rossmanów za 40 zł! Nie wiem do kiedy trwa ta obniżka,ale jesli ktoś jest zainteresowany tym podkładem to naprawdę świetna okazja ( cena ogólna to ok.80zł) . Przy okazji kupiłam kredkę koloryzującą Just Bitten Kissable która wedle opisu jest również balsamem do ust, choc mi osobiście zależy tylko na kolorze/trwałości/braku wysuszania. 


Następne są 2 szminki ,Rimmelowa Kate jest u mnie obecna od kilku tygodni i bardzo ją lubię.  Na NYXa szykowałam się w zeszłym roku,lecz nie mogłam utrafić z kolorem przez pewien czas używałam GOSHa jednak z czasem uznałam ,ze jest za jasny i poszła w kąt, kilka dni temu w ramach gwiazdkowego podarku otrzymałem tę. Użyłam jej dopiero dwa razy,sam kolor naprawdę ładnie się prezentuje nie tylko w opakowaniu.

Jeszcze jedna Kate konkretnie no.16 ma trochę ciemniejszy odcień niż powyższy NYX. Kupiony w promocji szampon Dove intensywna odbudowa do włosów zniszczonych za bodajże 6 zł w superpharm, pomadka ochronna DAX-a była dodana do jakiegoś kosmetyku, mała biała wydawać by się mogło pomadka to w rzeczywistości korektor SYNERGEN-marki podlegającej rossmanowi, żel pod prysznic The body shop oraz żel do mycia twarzy MARIONu.
Na koniec trochę próbek. Kupiliście coś nowego w ostatnim czasie?