wtorek, 7 stycznia 2014

Ulubieńcy roku 2013 pięlęgnacja + kolorówka + perfumy ;D

Myślałam,ze będę oryginalna z kilkoma wpisami podsumowującymi ostatni rok z perspektywy zakupowym, lecz liczba postów o tej treści okazała się nie zliczoną,lecz to mnie nie zniechęciło i postanowiłam przedstawić wam moje mniej i bardziej lubiane produkty zeszłego roku ;)

PIELĘGNACJA

Krem bb skin 79 lovely girl
Pomimo moich wzlotów i upadków z nim,bardzo go lubię choć jego krycie jest naprawdę malutkie, po jego regularnym stosowaniu mam mniejsze problemy z moją buzią naprawdę ją leczy co jest ogromnym plusem, ma niską cenę jak na azjatyckie kremy (45zł) i jest łatwo dostępny.

Balsam do ust bomb cosmetics read my lips
Naprawdę nieoczekiwany 'sukces' w kosmetyczce,przyzwoity nawilżacz szczególnie przy suchym powietrzu i chłodnej temperaturze. Nie załapał się na zdjęcie tym razem ;]

Krem do rąk AA głębia oceanu/ zmysłowa malina
Niezastąpiony jak dotąd nawilżacz który już po pierwszym użyciu naprawdę dobrze natłuszcza dłonie nie zostawiając kleistych po włók czy nie przyjemnego uczucia, działa natychmiastowo i efekt utrzymuje się kilka dobrych godzin. Wersja morska ma delikatny zapach, osobiscie wolę wersję malinową. Ponieważ powinnam często natłuszczać dłonie,ale tego nie robię cenie go bo nie trzeba nawet przy mocno przesuszonej skórze powtarzać kremowania ;)

Marion żel,peeling i maseczka 3w1 
Świetny,tani polski produkt bardzo trudno dostępny, z tej przyczyny muszę zadowolić się próbkami (nie umieściłam ich na zdjęciu gdyż już wam je pokazywałam w ostatnim grudniowym haulu ;p). Sprawdza się we wszystkich 3 wariantach. Oczywiście nie nadaje się do zmycia mocnego podkładu czy cięższego bb,ale dobrze sprawdza się rano czy po prostu na odświeżenie buzi. Ma cudny zapach, jest wydajny (sama próbka starcza na 3-4razy). jeden z lepszych żeli bo głównie w tej formie go używałam zeszłego roku.

Kolastyna Refresh mleczko do demakijażu
recenzja
Dobry,tani i wydajny produkt ;)

ISANA Trocken Shampoo suchy szampon
Dobrze odświeża włosy na cały dzień kiedy nie mamy możliwości ich umycia, całkiem wydajny,tani (na promocji która swoją drogą trwa 6zł).Choć w 2013 to basiste podbiły serca tysiącom blogerek,tak  u mnie wgl. się nie sprawdziły. Za to rossmanowska Isana bardzo mnie zaskoczyła. Szampon nie załapał się na zdjęcie.

Baviphat Stravberry Toxifying Mask
recenzja
Świetna ,całkowicie warta swojej ceny maseczka która zawojowała pod koniec tego roku ;)

Alterra szampon z granatem / morelą/papają
Wszystkie zawojowały swoim składem bez parabenów i SLS ów, ładnymi zapachami i świetnym oczyszczeniem zwłaszcza po olejach. Szampony o takich składach ,a raczej ich producenci naliczają sobie nie małe kwoty natomiast te na promocji można spotkać po 6zł. Jedynym mankamentem są małe opakowania.

Vatika olej kokosowy z amlą i cytryną
Pierwszy i zaliczany do ulubionych olei, choć wedle przeróżnych stron moje włosy nie powinny polubić się z olejami kokosowymi,bardzo za nim przepadają. Na początku posiadałam mała buteleczką 30ml czy coś takiego starczyła mi na ok.4 miesiące (posiadam włosy do pasa). Jest naprawdę wydajny i przede wszystkim działa :wzmacnia,odbudowuje,lekko przyciemnia. Szykuję pełną recenzję,bo trudno wychwalić go tutaj w kilku zdaniach.

Lirene żel pod prysznic z woskiem z mango 
Nigdy nie recenzowała żeli/płynów do kąpieli nie widziałam takiej potrzeby. Jednak po użyciu tego zmieniłam zdanie. Ja posiadaczka niezwykle suchej skóry naturalnie muszę używać kremów i innych mazideł,taka naturalna kolej rzeczy z której wcale nie jestem zadowolona.Jednak przy tym żelu nie musiałam,to miła odmiana. Spełnia swoją podstawą funkcje,a do tego trwale nawilża skórę. Jest niezwykle wydajny,a do tego nie drogi ok. 10zł za 250ml.

Orginal Source: lukrecja&pomarańcza / makademia&mango / czekolada&pomarańcza / cytryna
Choć niestety nie nawilżają jak poprzednik,maja świetne jak mówi ich motto: pozbawione rutyny zapachy. Kombinacji jest mnóstwo, ja wypróbowałam zaledwie kilku z nich. Nie wszystkie są dostępne, są wersje limitowane czasem to kwestia innych np.świątecznych opakowań czasem również ich zawartości. Są średnio wydajne,lecz całkiem tanie ok.10zł za 250 ml.

KOLORÓWKA



Tusz do rzęs Lumene Blueberry Curl Mascara + odżywka 3w1 Eveline
Świetny duet, który jednocześnie chronił, pogrubiał i świetnie się prezentował na moich rzęsach. Sam tusz jest równie świetny,długo się utrzymuje,a jego demakijaż jest równie prosty. Odzywka również sprawdza się osobno,choć w mniejszym stopniu.

Rimmel Lasting Finish Matte by Kate Moss
recenzja
Numer 1 ostatnich tygodni, dobrze na pigmentowana, o dobrej w aplikacji konsystencji do tego nie wysusza,w niskiej cenie ok.24 zł  i o cudownym kolorze ;)

Maybeline eye studio Lasting Drama eyeliner w kremie
recenzja
Trwały, o głębokim nasyceniu czerni ,łatwy w aplikacji, do tego dołączony pędzelek jest całkiem dobrej jakości i ścięty pod odpowiednim kątem. Na przecenie można znaleźć go za całkiem niska cenę ok. 25 zł, biorąc pod uwagę ,że jest go aż tyle. Jedynym powodem przez który nie używam go tak często jak chcę to fakt,że odbija się na powiece i to dość duży minus. Nie wiem w jakim stopniu to wina produktu, a w jakiej czynników zewnętrznych sebum itp. Mimo wszystko to najlepszy jak dotąd eyeliner którego używałam.

PERFUMY:

Lancoste Joy of pink 
Szczerze to jedyny taki zapach jaki udało mi się znaleźć, cytrusowy,słodki,zarazem delikatny. Ma w sobie coś niezwykłego co trudno mi opisać (wedle producenta  ma w sobie nuty cytrusowe, grejfrut, piwonie, cedr i piżmo). W tamtym czasie byłam w drogeriach bardzo często próbując znaleźć coś w tym guście, wydatek jaki miałyby mi zafundować ten flakonik nie należy do najlżejszych (kwestia ok. 240zł za 50ml) dlatego wolałam się dobrze rozejrzeć. Jednak nic nie równało się z tym cudeńkiem,pozostało mi tylko trochę poczekać na promocję (nie była to wielka różnica,ale zawsze coś) i oto jest.
Choć to woda perfumowana zapach utrzymuję się dość sporo na ubraniach. 

GOSH Pure Kaos
Również woda perfumowana która jak mnie zapewniła pani w drogerii utrzymuje się bardzo długo i jest niezwykle wydajna,absolutna bzdura! Zapach jest świeży,jednocześnie ma w sobie cos innego niż typowe świeże zapachy. Trudno mi tu wytypować co jest wewnątrz wiec posłużę się opisem (cytryna,bergamotka, mandarynka, liść pomarańczy, mięta, liść fiołków, jaśmin wodny, cedr, brązowy cukier) Kilka wymienionych powtórzyło się z Lancosty co zauważyłam dopiero teraz,ale zapach jest zupełnie inny. Zamknięty w podłużnej buteleczce,dość poręcznej. Lubię,go choć jak wspomniałam nie utrzymuje się zbyt długo,jest słaby pod tym względem, z ta wydajnością to też kiepska sprawa ,za 50mł dałam 100zł. Co tak mało nie jest,lecz nie zamierzam kupić go w przyszłości i nie wiem czy tylko mi się tak zdaje czy z czasem lekko się zmienia i czuję maseczkę ogórkową w zakrętce. 

Coty Beyonce - Heat Rush 
Niezwykle słodki, jednocześnie nie drażniący zapach którym nie będzie się zmęczonym po dłuższym czasie .Zamknięty w bajecznym flakoniku. Poręcznym, z ta wygodą to zależy pod jaskim kątem spojrzeć;p Co możemy znaleźć wewnątrz? Wedle opisu : czerwoną pomarańczę, wiśnie, marakuję, orchidee, hibiskus, kwiat mango, drzewo tekowe, ambro, piżmo. Ja posiadam już 2 buteleczkę, zapach utrzymuję się długo z tą wydajnością myślę,że źle nie jest. Posiadając najmniejszy możliwy rozmiar jest to kwestia dyskusji. Cena jest adekwatna do zapachu 15 ml ok.65 zł. Przed ostatnimi świętami w Rossmanie można było natknąć się na promocję za 75zł można było dostać 30ml nie pamiętam czy ta oferta dotyczyła heat rush,ale z pewnością pierwszej wersji czyli HEAT która dostałam więc tego jestem pewna ;) 

Nie jest tego zbyt dużo, ale liczy się jakość,a nie ilość czyż nie? Choć sama byłam zdziwiona, myślałam,że więcej ulubieńców znalazłam w kolorówce :) A czym wy możecie się pochwalić?

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rimmel Lasting Fisnish Matte by Kate Moss - recenzja

W poście odnoście ostatecznych nowości kosmetycznych 2013 pokazałam wam jedną z moich ulubionych szminek Rimmela. Może zacznę od tego,że produkty tej marki nigdy nie należały do moich ulubieńców posiadałam kilka tuszy do rzęs, cień do powiek i coś jeszcze wszystkie okazały się być bublami w niskiej cenie więc widząc tej jakże piękne kolory na promocji rossmana wcale nie byłam zachwycona. jednak pomimo 'uprzedzeń' skusiłam się na jedną z nich no.103.


Opis producenta:
Kultowa szminka Lasting Finish w matowej odsłonie!
Ekskluzywna przyjemność aplikacji. Formuła wzbogacona pyłem rubinowym, który nadaje kolorowi głębię i intensywność oraz zapewnia matowe wykończenie przez cały dzień.
Poczuj dotyk aksamitu!
W Polce dostępna w odcieniach 101, 102, 103, 104, 105.


Konsystencja: Lekko kremowa,ale nie masełkowata co mi bardzo odpowiada.

Zapach: słodko pudrowo - owocowy,nie drażni, jest lekki.

Opakowanie: Czerwony plastik, z czarną obwódką. Wydaje się być trwałe,ale nigdy mi nie upadło i staram się aby takie zdarzenie nie miało miejsca. Mocno ścięte od góry ze znakiem rimmela (korony) .Zdjęcia nie wyłapały ostrości,więc ich tu nie umieszczę.


Kolor: Choć na początku rozglądałam się nad czymś jaśniejszym, poszukując ładnego odcienia nude z braku szerszej gamy odcieni zdecydowałam się na no.103 który określiłabym jako chłodny róż wpadający w zgaszoną fuksję.
porównanie kolorystyczne z 116 nyx-a o odcieniu nude w świetle naturalnym ;)

Działanie: Przede wszystkim pięknie się prezentuję, jest średnio trwała moim zdaniem utrzymuję się dość krótko niezależnie czy coś zjem max.3h (ponieważ nie ma działania nawilżającego czego swoja droga nawet się nie spodziewałam za taką cenę nakładam ją często na jeden z moich ulubionych balsamów bomb cosmetic read my lips którego recenzję możecie przeczytać TUTAJ, wtedy utrzymuje się jeszcze krócej ok.2 h), nie wiem do końca od czego to zależy. Nie nawilża,ale też nie wysusza, podkreśla za to trochę suche skórki. Dlatego zanim jej użyję,a je widzę robię peeling z carmexu. Jest dobrze na pigmentowana i posiada matowe wykończenie które uwielbiam ;)

Czy kupię ją ponownie? Owszem, pomimo kilku ciemnych stron można znaleźć z nich wyjście,za taka cenę ok.20 zł i piękny matowy kolorek moim zdaniem warto. Oprócz 103 posiadam jeszcze jedną no.16 której recenzji spodziewajcie się niedługo ;)


sobota, 4 stycznia 2014

Missha creamy latte green tea cleansing foam - recenzja pianki oczyszczającej

poście o grudniowych nabytkach mogliście zauważyć wiele nowości w tym piankę misshy. Gdy zaczęłam przygodę z kremami bb spojrzawszy na produkty do ich zmycia nie rozumiałam po co wydawać po 60 zł w górę jeśli można zakupić zwykle mleczko czy płyn micelarny za 10 zł. Jednak po zakupie bb z mocniejszym kryciem zaczęłam to rozumieć. Padło na piankę misshy z zieloną herbatą , wedle opisu który umieszczę pod spodem wystarcza mała kropelka do oczyszczenia buzi tylko 1 raz,bzdura. Jeśli jesteście ciekawi moich doświadczeń z wyrobem misshy zapraszam ;]


Opis producenta:
Pianka do mycia twarzy Green Tea Latte jest podstawowym kosmetykiem pielęgnacyjnym codziennego użytku, przeznaczonym szczególnie do skóry tłustej i mieszanej. Jest produktem specjalnie przeznaczonym do zmywania azjatyckich kremów BB o bogatej, ciężko zmywalnej konsystencji. Doskonale oczyszcza i myje skórę nie niszcząc jej naturalnego płaszcza hydro-lipidowego. Dzięki zawartości zielonej herbaty bogatej w polifenole, kofeinę, taninę oraz witaminy A, C, B, E i K pianka:
  • głęboko oczyszcza i nawilża
  • hamuje aktywność gruczołów łojowych i zapobiega powstawaniu zaskórników
  • działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie, pomaga w leczeniu trądziku


Opakowanie: Duża miękka szczelna tuba, łatwa w użyciu myślę,że przy końcówce nie będzie stwarzać problemów, design całkiem przyzwoity nie jest słodki lecz minimalistyczny. Do tego mamy pewność,że nie była używana (na zdjęciu już zdjęłam folię wokół tubki) ,a oprócz tego ma zaklejone ujście. 


Konsystencja: przed zmieszaniem z wodą, piankowata.Wiem,ze to wam niewiele mówi nie jest treściwa,ani gęsta czy kleista lecz lekka zielona pianka,bardzo dobrze się pieni i wydaje się być wydajna lecz nie tak jak opisywano ją na wielu zagranicznych blogach jakoby mogła starczyć na rok.  


Zapach: pierwszy mankament ,bardzo lubię kosmetyki z zieloną herbatą i był to też jeden z powodów dla których ja zakupiłam, jest niemiłosiernie chemiczny,sztuczny,nieprzyjemny, na początku baardzo mnie drażnił i przeszkadzał. Po pewnym czasie da się do niego przyzwyczaić,ale naprawdę nie należy do moich ulubieńców.

Działanie: Choć z początku byłam z niej bardzo zadowolona tak po czasie odkryłam,że wcale nie jest tak kolorowo jakby mogło się wydawać. Przede wszystkim jak wspomniałam na początku nie ma opcji by zmyła mocniejszy podkład (u mnie Revlon) czy krem bb z chociażby średnim kryciem ( np. skin79 orange triple functions) za pierwszym podejściem. Owszem lekki makijaż z lekkim podkładem (np. Lumene ) owszem bez problemu, jednak przy czymś bardziej treściwym trzeba myć buzie 2 razy i mi np. to przeszkadza ,a ten chemiczny zapach wcale tego nie umila. Choć produktu jest sporo 173 ml do tego efekt oczyszczenia jest mocny (przy podwójnym myciu twarzy, wiele razy czytałam o tym na blogach i wydawało mi się to przerażający taki skrzypiący efekt po przetarciu buzi który wcale nie jest straszny ;)). Nie zauważyłam zmniejszenia się krostek ,mniejszej ilości zaskórników czy trądziku o czym zapewnia producent.

Czy kupię go ponownie? : Nie jestem do niego w pełni przekonana, wysusza skórę Nie jest to gigantyczne przesuszenie,ale po raz pierwszy pojawiły się na mojej buzi suche skórki już po kilku pierwszych dniach używania.- po odstawieniu bądź używaniu okazyjnemu stan skóry specjalnie się nie zmienił,myślę,że to nie ona jest tu głównym winowajcom. Choć jeśli chcecie używać go codziennie,radze zainwestować w dobre nawilżenie dla skóry.  Jego cena jest myślę,że jak na polskie sklepy internetowe zajmujące się sprowadzaniem kosmetyków z Azji nie jest bardzo wysoka to jedna z tańszych pianek/żeli które do tej pory przeglądałam ,ja zapłaciłam za nią w sklepie sachi 55 zł. Jednak nie zamierzam kupować jej ponownie.

Czy ją polecam? Jeśli komuś nie przeszkadza chemiczny zapach i jego skóra nie jest wrażliwa do tego niej jest dla niego mankamentem oczyszczanie twarzy 2 razy pod rząd to może spróbować,ja mam mieszane uczucia. Z pewnością rozejrzę, w sumie już zaczęłam za innymi środkami których przeznaczeniem jest zmycie kremów bb. możecie mi coś polecić? 

piątek, 3 stycznia 2014

Balsamy ,pomadki błyszczyki - recenzja zbiorcza hitów i kitów 2013 roku.

W okresie zimowym podstawowym kosmetykiem bez którego nie można się obejść jest pomadka ochronna. Choć zima rozpoczęła się już jakiś czas temu dopiero od kilku dni zaczęły się porządne mrozy, dlatego też pomyślałam o poście bardziej tematycznym. Co może niektórych zdziwić tej jesieni/zimy 'zadebiutował' błyszczyk który okazał się świetnym nawilżaczem !

Mowa o The Body Shop - strawberry lip balm.



Wydajność:Kupiłam go ponad roku temu, jest niezwykle wydajny, opakowanie zawiera 5ml produktu używam go od długiego czasu a wciąż mam 1/2 pudełeczka. Wcześniej używałam go w okresach ciepłej pogody,dopero tej zimy siegnęłam po niego z braku innych mazideł w torbie.
Opakowanie i aplikacja:  wiele osób skarży się na fakt,że jest w plastikowym słoiczku i jego aplikacja jest niehigieniczna. mi osobiście to nie przeszkadza, dla mnie plusem jest jego forma bo zajmuje bardzo mało miejsca. Ponad to plastik pomimo swojego nie  pozornego wyglądu jest trwały (upadł mi wiele razy z różnych wysokości)
Konsystencja,zapach, kolor: Jest kleista/lepka czego nie znoszę,jednak to taki mały wyjątek. Ma niezwykle intensywny lecz nie drażniący i nie wietrzący zapach gumy truskawkowej,lecz nie chemiczny/sztuczny mi osobiście kojarzy się z dzieciństwem.
Działanie: ponieważ to błyszczyk oczywiście nabłyszcza, nie zawiera żadnych drobinek ani brokatu. Nadaje lekko różowy odcień ,ale przede wszystkim nawilża! Nie jakoś bardzo ,ale również nie 'na chwilę' jest dobry latem jak i wczesną nie zbyt zimną jesienią.

LipSmackers Fanta winogronowa oraz coca cola waniliowa


Wydajność: jak na pomadki myślę,że standardowo szybko się nie kończą nawet gdy sięgamy po nie bardzo często ;)
Opakowanie : prosty plastikowy sztyft,minus to szybko psujące/zacinające sie pokrętło.
Działanie: nie jest to super intensywna pomadka jednak przy nie mocno ogrzewanych pomieszczeniach i w miarę nawilżonym powietrzu działa jak trzeba ,ale przy częstym stopowaniu. Lubię obydwie ,jednak stosuję je wyłącznie gdy jest ciepło na zewnątrz(moje usta wymagają nawilżenia przy cały rok).

Carmex Truskawka, Wiśnia ,klasyczny

Jak zwykle niezawodny (recenzja zaktualizowana )? Jednak przy mocno przesuszonym powietrzu gdy mamy włączone ogrzewanie ,pomaga tylko na chwilę. Najlepszy (jeśli chodzi o zapach i w miarę możliwy smak ) to wiśnia ,natomiast najgorszy pod tym względem jest klasyk. Co mnie lekko zawiodło, zazwyczaj (w obecnym czasie)  używam go by szybko nawilżyć najbardziej spierzchnięta skórę następnie ścieram i biorę mój ulubiony balsam o którym napisze za chwilę.

Bomb Cosmetic Read my lips 

Mogliście go zobaczyć w jednym z postów typowo kosmetyczno haul-owych.
Wydajność: Używam go od ponad miesiąca i jest go sporo,a sięgam do niego średnio 5 razy na dzień?
Opakowanie : podobnie jak przy the body shop lip balm jest to plastikowy słoiczek,plastik wydaje się być trwały jak dotąd upadł mi kilka razy, za to papier/naklejka na nim szybko się niszczy/ściera. Jednak mi to nie przeszkadza.
Konsystencja ,zapach: Jest to typowy balsam, nie klejący, ładnie pachnący marakują, nie ma też ohydnego smaku za co daje duży plus.
Działanie: Nie spodziewałam,że okaże się najlepszy z tych wszystkich, jako jedyny sprawdza się w mocno ocieplanych pomieszczeniach. Naprawdę nawilża ,jak dotąd to mój ulubienie w tej kwestii.

Bielenda Masełko do ust troskliwa brzoskwinia

Występowało w jednym z postów haul-owych.
Wydajność: po kilku tygodniach intensywnego używania wygląda jak nowe
Opakowanie: bardzo nie trwały słoiczek/pudełeczko z cienkiego plastiku potrafi samo się odtworzyć,ledwo się zamyka,przez swoja konsystencje potrafi się wylać i pobrudzić wszystko wokół
Konsystencja,zapach: jak masełko, jednak ewidentnie wyczuwalna jest parafian co wcale nie wychodzi dla mnie na plus, zapach jest miły lecz mało wyczuwalny z czasem-wietrzeje
Działanie: dla mnie to taki bubel nie nawilża ani nie wysusza, skusiła mnie cena bo jest bardzo tani ok.6zł. Jednak to jego jedyna plus.


środa, 1 stycznia 2014

A miało być tak pięknie! - recenzja SKIN79 triple functions orange bb cream

Jeśli ktoś kojarzy moja wyznania w związku z próbkami od azjatyckiego cukru,to idealna kontynuacja tamtego postu do którego link zamieszczam TUTAJ . Kremem nacieszyłam się ok. miesiąca maksymalnie półtora z jego konsekwencjami zmagam się do dziś. Jego opis ogólny oraz charakterystykę znajdziecie w podanym wyżej linku, nie chcę się powtarzać . A wiec co zmieniło się od tamtego czasu/posta w którym wypadł najlepiej z dobranej trójki?

1. Krycie
Choć używając go wtedy kilka razy było wystarczające przy większych no takich krostach z białym środkiem czy mocniej zaognionych nie przykryje ich bez pomocy pudru choć to nie zawsze dawało pożądany efekt. Do tego po dłuższym czasie stosowania zaczyna się mocniej ścierać w szczególności w ogrzewanych pomieszczeniach. Do tego gdzieś tak po 5h twarz wygląda nieestetycznie jakby był tylko na policzkach ,a na strefie T wygląda bardzo nie niechlujnie (tworzy jakby plamy ,nie wiem jak to określić). Puder tu nie pomoże,a nawet pogorszy sprawę.

2. Zapychanie
Ta cecha ukazała się dopiero po tymże półtora miesiącu, posiadam wiedzę o konieczności dokładnego mycia twarzy w szczególności przy kremach bb. I po najróżniejszych próbach i sposobach (wieloetapowe oczyszczanie twarzy,żele,mleczka,płyny micelarne) udało mi się odkryć ten właściwy (po przetarciu mleczkiem po piance był czysty) lecz to wcale nie pomogło. I po każdej aplikacji przybywało krost, które pomimo dużej uwagi nie chciały zniknąć i z pozostałościami które mi ten krem zafundował borykam się do dzisiaj. Przede wszystkim ta cecha zmusiła mi do odstanowienia go na bok .

Podsumowując, na pewno nie sięgnę po niego raz jeszcze,ani go nie zakupię. Czy polecam go innym ,jak wiecie przy każdym kosmetyku tak jest jedni są zachwyceni inni wręcz przeciwnie. Wszystko zależy do waszej skóry,jej potrzeb i zmartwień oraz waszych upodobań, jeśli macie,że tak ujmę wrażliwą,tłusta czy trądzikową cerę odradzam wam jeśli natomiast nie to możecie spróbować. Oczywiście to tylko moje sugestie ;] Obecnie czekam na 2 nowe kremy i mam nadzieję,że okażą się lepsze ;]

Do siego Roku !

Na Nowy rok życzę wam promiennego uśmiechu, więcej pewności siebie (tak to do ciebie "O"!!), mniej zmartwień, więcej wolnego czasu, zdanych wszelakich egzaminów i sesji, więcej ciepłej herbaty i kawy z mlekiem oraz samych sukcesów ! 



Dobre, tanie i do tego polskie czy to możliwe ?

Najczęstszym mankamentem przy kupowanie produktów z kolorówki czy pielęgnacji jest ich cena, często zupełnie nie adekwatna do ich trwałości czy działania, niestety nie  da się ich odzyskać w większości przypadków (wymiana miedzy blogerkami, sprzedaż w mniejszej cenie). Czy da się tego uniknąć,jasne można poczytać opinie innych blogerek czy użytkowników,ale każdy z nas ma inne potrzeby/inny typ cery. Jedna osoba będzie zadowolona druga zawiedziona i zdołowana większymi problemami ze skórą. Tak naprawdę najlepiej uczyć się w tej kwestii na własnych błędach. Dziś przedstawię wam kilka kosmetyków w niewielkiej cenie które zdziwiły mnie swoim dobrym działaniem,kto wie,może i wam podpasują ?


nie wszystkie produkty są polskich marek, jednak większość wymienionych owszem 

Ziaja płyn micelarny "Ulga" do skóry wrażliwej  - był bodajże pierwszym kosmetykiem do demakijażu, jaki kiedykolwiek zakupiłam, w tamtym czasie używałam toników i kremów tej marki i byłam zadowolona więc go zakupiłam i się nie zawiodłam. Jest tani kwestia 6 złotych lub taniej na przecenie, pojemność też jest spora jak na taką cenę do tego nie uczula, jest bezzapachowy . Nie jest zbyt wydajny. Przy mocniejszym makijażu trzeba go trochę zużyć, nie dla każdego uzyska się satysfakcjonujący efekt.Stosowałam go na początku 'przygody z makijażem' kiedy używałam lekkich podkładów,ogółem lekkich kosmetyków. Polecam osobom które lekko się malują.

Kolastyna mleczko do demakijażu Refresh - zakup z przypadku na mocniejszy (lecz nie baardzo wyrazisty) makijaż oka sprawdza się świetnie,jest bardzo wydajny ,nie uczula,nie podrażnia (nawet gdy dostanie się do oka), ma nie drażniący zapach, nie lejącą konsystencję , dobrze oczyszcza skórę i do tego jest tani coś ok.10zł. Zostawia lekki film ,ja używam go tylko do demakijażu oczu.

ISANA Haarakur Intensive Pelege odżywka 2 minutowa z proteinami z pszenicy oraz pantenolem  - polecona, zakupiona czy dobra dla moich skomplikowanych włosów? Powinnam poświęcić im oddzielny post bo ich struktura to naprawdę nie lada wyzwanie dla jakiejkolwiek odżywki czy maski. w każdym bądź razie nie spodziewałam się niczego, bo ostatnim razem gdy się 'nakręciłam' mój zawód był tak wielki,że objęłam inną strategię. Nie jestem z niej bardzo zadowolona, przede wszystkim ona nie nawilża czy odżywia moich włosów lecz je lekko wygładza w pierwszym dniu po myciu czuć różnicę, nie jest wydajna, ma lejącą konsystencje (spływa z dłoni) choć jest tania. Choć mam do niej sporo zastrzeżeń,jak na moje włosy jednak coś zrobiła, nie wiem czy zakupię ponownie.

Eveline cosmetics Advance Volumiere serum 3 w 1 do rzęs - upatrzona, poszukiwana ,znaleziona i jestem nią do dziś zachwycona. Przede wszystkim używam jej pod tusz aby ich tak nie niszczyć i je pokreślić/pogrubić w tej formie sprawdza się rewelacyjnie. Czasem nakładam ją też na noc jako typowa odzywka, czy polepszyła stan rzęs? Sama nie wiem w tej postaci używałam ja ok.2 tygodni po takim czasie wydawały się dłuższe ale nie wiem czy to takie złudzenie optyczne czy efekt jej stosowania. Jest bardzo wydajna (zakupiłam ją z pół roku temu), tania (ok. 14 zł) lecz trudno dostępna.

e.l.f  creme eyeliner - eyeliner w kremie w kolorze turkusowym zakupionym przy okazji, byłam tak zachwycona jego pięknym kolorem, czy ta "miłość" zanikła? Nie, choć oczywiście ujawniły się jego ciemne strony. Przede wszystkim jest bardzo wydajny, łatwo się go aplikuje, słoiczek jest wygodny w użyciu, kolor też należy do jego plusów. Gorzej jest z jego trwałością i ksera na powiece pomimo przypudrowania. Używam go sporadycznie przez ten fakt,kiedy wiem,że za te 45 minut będę mogła go zmyć .

A co wy polecacie,może zetknęliście z tymi produktami?